Twórczość folkowego Percivala i jego metalowego „brata” Percivala Schuttenbacha to powoli jazda obowiązkowa każdego, kto interesuje się polską kulturą. Współtwórcy sukcesu Równonocy Donatana, a w przyszłości zapewne również Wiedźmina 3 od CD Projekt Red koncertują, wydają płyty i zdobywają coraz większą popularność. Lider zespołu, Mikołaj Rybacki opowiedział nam o pracy nad muzyką do gry, ale też o życiu zespołu.

Percival w CDPR

What Next: Jak doszło do współpracy pomiędzy Wami a CD Projekt RED? Czy oni sami wyszli z propozycją?

Mikołaj Rybacki/Percival: Tak, sami się do nas zwrócili, co nas bardzo ucieszyło. Wcześniej nie myśleliśmy nawet o tym, aby zabiegać o taką współpracę. To było dla nas miłe i pozytywne zaskoczenie. Okazało się, że wbrew obiegowym opiniom i obawom, istnieją rzetelne firmy, dla których liczy się jakość i podejście do ludzi. I które same wychodzą z inicjatywą, aktywnie szukając współpracowników.

What Next: Czy tworzycie nowe utwory na potrzeby Wiedźmina 3, czy studio wykorzystuje tylko wasze dotychczasowe nagrania?

MR: Przede wszystkim udostępniliśmy całą swoją dotychczasową twórczość do dowolnego wykorzystania. Dodatkowo, podczas kilku sesji w bardzo profesjonalnym studio zarejestrowaliśmy trochę nowego materiału pod czujnym okiem (czy raczej uchem) Marcina Przybyłowicza. Nie możemy jednak za dużo powiedzieć o tym, jak ostatecznie będzie to wszystko wyglądało – nie chcemy psuć niespodzianki.

What Next: Jakich brzmień możemy się spodziewać w grze? Tych folkowych, czy do głosu dojdą również te metalowe?

MR: Współpraca przebiega na linii CDPR a Percival, czyli nasza odsłona historyczno-folkowa. Folk-metalowy Percival Schuttenbach w ogóle nie był brany pod uwagę. Chociaż sami lubimy mieszać gatunki, to zgadzamy się z tym, że muzyka musi być dostosowana do klimatu gry, a tutaj folk pasuje idealnie. Brzmienia metalowe mogłyby być zbyt zaborcze i odciągające uwagę. Nasze kompozycje w projekcie Percival Schuttenbach są tworzone jako samodzielne i dominujące kompozycje. Z kolei wiele utworów historyczno-folkowego Percivala brzmi bardzo ilustracyjnie, ponieważ powstawały one jako tło imprez i inscenizacji historycznych. Także żadnych cięższych brzmień nie będzie.

What Next: Jak wygląda praca nad muzyka do gry? Czy oglądacie sceny, w których będzie ona użyta i staracie się wpasować w klimat, czy jest odwrotnie?

MR: W tej kwestii byliśmy całkowicie zdani na kompozytora, Marcina Przybyłowicza. On decydował zarówno o sposobie pracy, jak i o tym, w jakim zakresie nasze nagrania zostaną wykorzystane. To on miał w głowie wizje konkretnych klimatów muzycznych do konkretnych scen gry i starał się przekazać nam, jakie dźwięki powinniśmy wydobyć z instrumentów. Naszym zadaniem było jak najlepiej dostosować się do jego sugestii. Chociaż oczywiście było również sporo momentów, kiedy dawał nam „odpłynąć” i swobodnie zaimprowizować. W każdym razie taki rodzaj pracy był dla nas nowością, ale jednocześnie niesamowicie cennym doświadczeniem.
e1cfa3411633f4dcc75276ca01fbc269
What Next: Jak oceniacie współpracę ze studiem i samą grę na tym etapie jej tworzenia?

MR: Najwyżej, jak to tylko możliwe. Jesteśmy bardzo zadowoleni i szczęśliwi, że do tej współpracy doszło. Nasze pierwsze wrażenie, to że wszystko jest profesjonalnie przygotowane, z ogromną dbałością o każdy szczegół. Wysoki poziom gry Wiedźmin, naszym zdaniem, widać już w najdrobniejszych detalach, jak choćby sposób nagrywania tego w czym jesteśmy najlepsi, czy umiejętność wydobycia z Percivala nawet najgłębszych pokładów naszej specyficznej energii. To pokazuje jak dopracowane będzie finalne dzieło.

What Next: Wasza nazwa pochodzi od postaci z prozy Sapkowskiego, tworzycie muzykę do Wiedźmina, na pewno jesteście fanami sagi o Geralcie. Czy inne pozycje fantastyczne też was interesują?

MR: Tak, od początku Percival był silnie związany z literaturą fantasy. Nawet mój wcześniejszy zespół – Rivendell – do niej nawiązywał. Nigdy nie było to jednak wymuszone, na pewno nie tworzyliśmy nic na siłę. Wyszło to w sposób naturalny. Drugie demo Percival Schuttenbach było w całości ilustracją do naszego własnego opowiadania fantastycznego. Z kolei ostatnia płyta tego projektu jest koncept albumem, którego tło stanowi opowieść na pograniczu fantastyki i historii. Kiedyś stworzyliśmy również parę utworów do jednego z opowiadań o Geralcie – „Mniejsze zło”. Fantastyka cały czas się gdzieś przewija w naszej twórczości. Dowodem na to, że takie tematy są nam bliskie, jest nasz związek z poznańskim festiwalem fantastyki Pyrkon, na którym gramy regularnie od kilku lat. Zaczynaliśmy od małych, kameralnych koncertów akustycznych, a po paru latach rozrosło się to do ogromnego koncertu z kilkutysięczną widownią. Okazało się, że nieświadomie zapoczątkowaliśmy tradycję koncertowania na polskich festiwalach i konwentach fantastycznych, przybliżyliśmy muzykę i fantastykę do siebie. To się świetnie uzupełnia. Przy okazji może warto zaznaczyć – na pewno wiele to wyjaśni – że ja osobiście, będąc bardzo młodym człowiekiem – jeszcze na długo, zanim zacząłem grać w jakimkolwiek zespole – byłem członkiem klubu fantastyki w moim mieście i z fascynacją czytałem miesięcznik „Fantastyka”.

What Next: Czy gry wideo i komputerowe to dla was nowość, czy macie wśród członków zespołu graczy? Jeżeli tak, jakie pozycje ich interesują?

MR: Może nie mamy typowych graczy, którzy poświęcają temu całe swoje życie. To zrozumiałe, ponieważ mamy inną pasję i jest nią muzyka. Ale wiem, że nasza wiolonczelistka gra od czasu do czasu w jakieś strzelanki i bardzo to lubi. Moja żona Kristina – najmłodsza stażem w zespole – również lubi grać. I co ciekawe, jeszcze zanim się poznaliśmy – namiętnie grała w Wiedźmina. Puszczając sobie zresztą – jako podkład muzyczny – płyty Percivala.

What Next: W swoich kompozycjach korzystacie z nietypowych czy często niewytwarzanych już instrumentów. Jak nauczyć się gry na takich instrumentach i jak je zdobyć? Czy również sami je wytwarzacie?

MR: Instrumenty, z których korzystamy, to kolekcja tworzona od dłuższego już czasu. Ja sam zajmuję się tym od ponad 20 lat. Niektóre z tych instrumentów stworzyliśmy sami, niektóre były robione na zamówienie. Uczymy się na nich grać samodzielnie – czasem tworząc własne techniki gry, korzystamy z własnego doświadczenia i czasami podpowiedzi innych doświadczonych muzyków. Jest to ważna część pracy w naszym zespole. Chcemy, aby granie stanowiło dla nas nie tylko wyzwanie, ale też i dobrą zabawę, a nie ma nic przyjemniejszego niż otrzymanie nowej zabawki do ręki i samodzielne odkrywanie tego, jak ona działa.To o wiele ciekawsze, niż korzystanie z gotowych wzorców.

What Next: Jak przebiega wasza trasa koncertowa? Z jakim odbiorem się spotykacie ze strony ludzi?

MR: W tej chwili akurat jesteśmy pomiędzy trasami. Trasa Percivala historycznego, związana z naszą najnowszą płytą, już się skończyła. Przed nami trasa Percivala Schuttenbacha, która planowana jest na jesień. Latem jest tzw. sezon historyczny, czyli koncerty na festiwalach, pokazach i podczas inscenizacji historycznych. Niezależnie jednak, jakiego rodzaju gramy koncert – czy w klubie, czy na ogromnym festiwalu – odbiór zawsze jest bardzo dobry, stale rośnie frekwencja na naszych koncertach. Bardzo spodobało się nam granie w klubach właśnie z projektem historyczno-folkowym, bez tego całego zgiełku związanego ze zwykłym festiwalem historycznym. Na pewno zamierzamy powtórzyć tego typu koncerty, ponieważ wiemy, że słuchacze również byli bardzo zadowoleni.
Percival na Pyrkon
What Next: Czy można powiedzieć, że ostatnimi czasy wytworzyło się większe zainteresowanie muzyka folkową? Jak to czujecie jako zespół, który zajmuje się taką muzyką?

MR: Myślę, że to zainteresowanie cyklicznie wzrasta i maleje. Kiedyś w połowie lat 90. była taka fala zainteresowania folkiem. Powstało wiele imprez plenerowych, na których grałem z poprzednim zespołem. Coś podobnego wróciło w latach 2000-2003. Być może teraz znów zacznie się dobry moment dla folku. Na pewno wzrosło zainteresowanie odtwórstwem historycznym, dawnymi Słowianami, naszymi korzeniami. Jesteśmy dumni, że my również napędzamy tę falę, zarówno poprzez nasz wkład kompozytorski w „Równonoc” Donatana, jak i obecną współpracę z CDPR przy „Wiedźminie 3”. Mamy nadzieję, że dzięki temu znów będzie można pokazać przynajmniej część rodzimej kultury i historii szerszemu odbiorcy. A kto wie? Może uda się wygospodarować u masowego odbiorcy na stałe jakiś kącik przeznaczony na folk, kulturę ludową i tradycje.

What Next: Na świecie pojawia się mnóstwo list i rankingów, które dotyczą najlepszych gitarzystów, najlepszych utworów solowych czy wokalistów. Jaką solówkę doceniacie najbardziej i dlaczego? Czy macie jakąś, która cały czas kręci się gdzieś w Waszej głowie? Może jakąś wspólną?

MR: O wspólną ulubioną solówkę, utwór, czy nawet album jest bardzo ciężko, ponieważ każdy u nas słucha czegoś innego. Ja osobiście mam wiele solówek, które były i są dla mnie inspiracją. Żadna solówka nie byłaby jednak tak fantastyczna w oderwaniu od całego utworu. Ostatnio po głowie bardzo chodzi nam Arkona. Graliśmy z nimi wspólną trasę, są naszymi dobrymi znajomymi i często słuchamy ich w aucie. Dlatego właśnie ich twórczość polecamy – są naprawdę fantastyczni!

What Next: Co sądzicie o ścieżkach dźwiękowych do gier? Czy uważacie, że podkład dźwiękowy ma wpływ na ogólny odbiór medium, jakim są gry? Czy też jest wg Was odwrotnie i stanowi jedynie jakiegoś rodzaju urozmaicenie, dopełnienie, a same gry powinny się bronić bez dźwięku?

MR: Uważam, że – dokładnie jak w kinematografii – oba elementy stanowią nierozerwalną całość. Jedno wpływa na drugie i zrozumienie tego delikatnego związku, balansu jest kluczem do sukcesu. Łatwo sobie wyobrazić jak by się grało bez muzyki – wystarczy wyłączyć dźwięk. Można zrobić jeszcze poważniejszy eksperyment – obejrzeć niemy film, ale bez dodanego do niego podkładu muzycznego. Niby wszystko w porządku, mamy wszelkie informacje, bo dialogi i tak pojawiają się w formie napisów. Ale coś jest jednak nie tak – nie ma klimatu, emocji. W drugą stronę jest to mniej oczywiste, ale przecież słuchając soundtracków w naszej głowie pojawiają się obrazy z filmu czy gry. Po prostu tworzy się nierozerwalne połączenie. Dlatego zawsze trzeba to rozpatrywać jako całość, jako spójne dzieło.

What Next: Czy uważacie, że serwisy typu Spotify są dobrym rozwiązaniem i pomagają zespołom się promować, a co za tym idzie także zarabiać?

MR: Takie serwisy to nowe medium. Stary model sprzedaży i rozpowszechniania muzyki przemija, pojawia się coś nowego i trzeba się dostosować, czy się to komuś podoba, czy nie. Co za tym idzie, nie da się tego rozpatrywać w kategoriach słuszności rozwiązań. Dla słuchaczy na pewno jest to dobre rozwiązanie, mają łatwiejszy i wygodniejszy dostęp do wielu nagrań. A czy te serwisy pomagają zespołom się promować? Pewnie na początku tak. W czasie zmian ktoś z głową na karku zawsze skorzysta. Na dłuższą metę jednak nie można nic powiedzieć. Dopiero, jak system się ugruntuje, będzie można go przeanalizować i stwierdzić, czy jest on korzystny dla muzyków, czy nie.

Percival

What Next: Kiedy i jak zaczęła się wasza fascynacja folkiem i metalem, które zespoły, jakie brzmienia was zainteresowały tematem?

MR: Moja fascynacja rozpoczęła się bardzo dawno temu. Takie zespoły jak Slayer, King Diamond czy Metallica rozbudziły moją miłość do metalu. Z kolei folkiem zainteresowałem się dzięki serialowi „Robin Hood” z muzyką stworzoną przez zespół Clannad. To zainteresowanie sprawiło, że przez wiele lat tworzyłem zespół grający muzykę folkową. Kiedy stworzyliśmy Percivala, każdy z muzyków również uwielbiał te dwa gatunki, więc staraliśmy się połączyć je w jedną całość. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że istnieje coś takiego jak folk-metal. Dopiero po wielu latach grania, kiedy znaleźliśmy swoją formułę na ten gatunek, okazało się, że jest wiele zespołów, które również dzielą fascynację tym połączeniem. Teraz na świecie i w Polsce istnieje cała scena folk-metalowa i bardzo nas to cieszy.

What Next: Czy granie to w tym momencie wasze jedyne zajęcie? Wiemy np., że  jesteś z wykształcenia plastykiem i sporo grafik Percivala jest spod twojej ręki. Czy inni też dorzucają jakąś cegiełkę do całości. Co uważacie za swoje największe osiągnięcie do tej pory?

MR: Granie jest jedynym zajęciem tylko części zespołu – czyli mnie, mojej żony Kristiny i naszej wiolonczelistki Katarzyny. Pozostałe dwie osoby mają również tzw. zwykłą pracę, co niestety powoduje, że nie mogę uczestniczyć we wszystkich koncertach, nagraniach czy projektach. Jest to uciążliwe, ale zdajemy sobie sprawę, że rzucenie wszystkiego i zajęcie się tylko muzyką wymaga ogromu poświęcenia. To jest nieustanna walka o przetrwanie.A za swoje największe osiągnięcie chyba możemy uznać właśnie to, że – pomimo naprawdę ogromnych trudności – przetrwaliśmy 15 lat i nadal gramy. Włożyliśmy w to wiele pracy i wysiłku, ale cieszy nas to, że możemy tworzyć i grać dla coraz większej liczby naszych słuchaczy.

What Next: Jak oceniacie odbiór waszej ostatniej płyty?

MR: Odbiór tej płyty jest świetny. Ludzie mówią nam, że jest to naprawdę dobry album, z czego cieszymy się, bo pracowaliśmy nad nim długo i ciężko. Svantevit zebrał wiele pozytywnych recenzji, również za granicą. Mamy tylko nadzieję, że następna nasza płyta – która jest w przygotowaniu – będzie jeszcze lepsza.

What Next: Jak powstało zamierzenie, by grać raz jako Percival i jako Percival Schuttenbach? Czy to nie powoduje, ze każdy z tych „zespołów” nie może się w pełni rozwinąć?

MR: Powstanie Percivala jest – z jednej strony – trochę dziełem przypadku, a z drugiej strony – koniecznością. Lubimy robić różne rzeczy, zawsze angażowaliśmy się w szereg różnorakich projektów i pewnie, gdyby nie brak czasu, angażowalibyśmy się w jeszcze większą ich ilość. Ciężko powiedzieć, co by było, gdybyśmy skupili się tylko na jednym projekcie. Wydaje nam się jednak, że Percival i Percival Schuttenbach sobie w niczym nie przeszkadzają. Wręcz przeciwnie – świetnie się uzupełniają. To, co robimy w Percivalu jest inspiracją dla tego, co robimy w Schuttenbachu i na odwrót. Poza tym z Percivalem gramy głównie wiosną i latem, bo wtedy jest czas imprez historycznych. Z kolei jesienią i zimą gramy w klubach z Schuttenbachem. Dlatego cały rok możemy koncertować i nie martwić się, że to granie nam się znudzi. Jak zmęczymy się graniem pod namiotem bez nagłośnienia, to potem z radością wracamy na sceny klubów. A po jakimś czasie grania na tych scenach, z ochotą wyjeżdżamy na taki choćby Wolin, gdzie spotykamy wojów, którym możemy zagrać w czasie biesiady. Mielibyśmy z tego rezygnować? Nigdy!

What Next: Jak wam się pracowało z Marią „Masha Scream” Arkhipova, Janem Vroblem i skąd pomysł na takie duety?

MR: Pracowało nam się z nimi doskonale, ponieważ są oni wspaniałymi ludźmi i muzykami. Oraz naszymi dobrymi znajomymi. Pomysł na ich udział w naszych utworach narodził się spontanicznie. Po prostu pytaliśmy się znajomych muzyków, czy nie zechcieli by wziąć udziału w nagraniu. Wszyscy się zgodzili. Stąd ogromna liczba gości na naszej płycie – oprócz Jana i Mashy również muzycy z innych zespołów z Polski i Czech. Ale wyszło fantastycznie i wszyscy oni stanęli na wysokości zadania.

What Next: Standardowe pytanie – czego możemy się spodziewać z waszej strony w przyszłości?

MR: Mamy mnóstwo planów. Właśnie kończymy edycję płyty Slava II – pieśni Słowian wschodnich, której premierę przewidujemy na sierpień. Na jesień trasa Schuttenbacha i nowa płyta. A w lutym premiera Wiedźmina 3, która – również dla nas – będzie ogromnym wydarzeniem.