Diablo III to produkcja, w którą na dwóch różnych platformach gra się na dwa różne sposoby. Brzmi śmiesznie, ale tak faktycznie jest.

Ostatni weekend wakacji. Patrzę w okno, wypatrując gdzieś w oddali kolejnych dni tego beztroskiego okresu wolnego czasu. To jest ten najgorszy moment, kiedy zdajesz sobie sprawę, że dwa miesiące minęły prawie jak jeden dzień. Miałeś plany, niektóre wypaliły, niektóre nie, ale za to w ich miejsce pojawiły się inne rzeczy, nieraz zalepiające pustki. Wtem, gdy tak tłuste przemyślenia tlą się w mojej głowie, mój kolega wchodzi do pokoju z pudełkiem w ręku. Pokazuje mi je, a tam paskudna morda samego diabła, a raczej Diablo – Pana Grozy z rzymską cyfrą trzy umieszczoną gdzieś koło pyska. Z początku czułem, że to będzie nudna przeprawa i jedno wielkie naparzanie w dwa, góra trzy te same przyciski w kółko. Wzrokiem wypatrywałem raczej leżącej na półce FIFY 14, ale niepotrzebnie. Zamiast kopać piłkę i słuchać Darka Szpakowskiego, diabeł ukradł nam cały weekend.

Hack and slashe (mam tu na myśli diablopodobne gierki, a nie slashery typu Devil May Cry, proszę nie mylić) na PC nigdy nie potrafiły mnie do siebie przyciągnąć, chociaż bardzo chciałem, żeby było na odwrót. To gry niewymagające sporo, a przy okazji niedające zbyt wiele satysfakcji, ale są perfekcyjne na odstresowanie się po ciężkim dniu. Jednakże nudzą na dłuższą metę. Zawsze mają braki w fabule, a rozgrywka nie zmienia się, dopóki nie dobierzemy nowego zestawu umiejętności dla naszego bohatera. Gdy byłem młodszy takie bezmyślne naparzanie w potwory bardzo mnie bawiło. Wiadomo, jako dziecko nie szuka się jakiejś filozoficznej historii, a po prostu dobrej zabawy. Z czasem to się zmienia.

Diablo-3console-2

Diablo III na PC było dla mnie doświadczeniem dziwnym. Miałem okazję przez jakiś czas w to pograć w kooperacji i bez niej, jednakże im dalszy był progres w tym tytule, tym bardziej zaczynałem ziewać, co oznaczało potworne znużenie. Każdy piekielny pomiot wydawał się być taki sam, a ja powoli miałem już dość grania, także w pewnym momencie wywaliłem tytuł z dysku, żeby zwolnić miejsce dla czegoś lepszego. Gra poza innymi kolorami przedmiotów i większymi cyferkami wyskakującymi nad przeciwnikiem, nie zaoferowała mi nic ciekawszego. Dlatego moja przygoda z trzecim Diabłem była naprawdę krótka.

Diablo III na konsoli to coś zupełnie innego. Chociaż trzon rozgrywki zostaje ten sam, to zmienia się przeznaczenie samej produkcji, a wraz z nią grupa docelowa. O ile wersja PC-towa stoi rozgrywką dla pojedynczego gracza, tak tutaj świeci kooperacja. Gdyby tytuł ten został pozbawiony opcji grania na jednym telewizorze (maksymalnie do czterech osób), to nie spojrzałbym na nią kątem oka. Wystarczy zebrać kilka piwek, jakieś przekąski i tłuc hordy demonów z towarzyszem/towarzyszką u swojego boku. Prosty przepis na sukces. Wówczas to co dzieje się na ekranie jest tylko tłem do rozmów. I tym właśnie może poszczycić się ten tytuł. Wymiana przedmiotami i walka niezliczonych hord demonów to tylko pretekst do zabawnych kłótni lub prostych wymian zdań czy wspominania dawnych czasów chociażby. Ta prosta rzecz sprawiła, że przy Diablo III zarwaliśmy cały weekend – od piątku do niedzieli. Oczywiście pomiędzy sesjami wkradły się przerwy w postaci innych aktywności, ale ogólnie rzecz ujmując ja i mój kolega, gdzieś tam myślą odbiegaliśmy znowu do świata Sanktuarium.

Diablo3ROSUEE-4

Tego oczekuję po grze, która posiada funkcję kooperacji, w szczególności z jakąś formą split-screena. Drogi developerze, pamiętaj o tym jak dobrze stworzyć taki tryb. Nie czyń go epicką przygodą z filozoficzną fabułą, a zapchaj go masą satysfakcjonującej współpracy oraz spraw, by gracze dobrze się przy niej bawili, a wydarzenia na ekranie zmuszały ich do rozmowy. Niech elektroniczna rozrywka stanie się alternatywą kawy i ciasteczek. Dobrze zrobił to Blizzard ze swoim Diablo III i bierzcie z tego przykład!

promocja