Ostatnimi czasy Uber był zawalony po uszy pozwami. Niedawne doniesienia pokazują, że praktyki stosowane przez agencję detektywistyczną zatrudnioną przez firmę -Ergo, nie cechowały się szczególną uczciwością. Sprawa wyszła na jaw w związku z pozwem zbiorowym wystosowanym przez klienta Spencera Meyera przeciwko Uberowi i dyrektorowi generalnemu przedsiębiorstwa – Travisowi Kalanickowi. Firma przewozowa została również oskarżona o udział w zmowie cenowej.

Uber zatrudnił detektywów z Ergo, by zdobyć informacje o Meyerze – oficjalnie pod kątem tego, czy mężczyzna nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa Kalanicka. Niemniej, agencja przeprowadziło śledztwo również na temat prawnika Meyera. jak twierdzą krytycy takiego postępowania, jeśli Ergo analizowałaby Meyera tylko pod kątem zagrożenia wobec Kalanicka, nie byłoby potrzeby zbierania informacji na temat jego obrońcy.

Według prawników Ergo, firma nie wiedziała, że śledztwo w sprawie Meyera było powiązane z postępowaniem sądowym. Mimo tego, agencja przyznała się do stosowania nieetycznych, czy wręcz nielegalnych zagrań.

Ostatecznie, okazało się, że Meyer nie ma żadnych „trupów w szafie”. Zauważył to sędzia Jed Rakoff, stwierdzając że musiało to być wielkim zawodem dla Ergo i Ubera. Wcześniej Rakoff uznał opinie, jakoby pozew zbiorowy miał być zmową setek lub tysięcy kierowców za „wielce nieprawdopodobne” i „fizycznie niemożliwe”.

Meyer i jego obrońca wystąpili o zwrot kosztów, które okazały się konieczne, by ujawnić śledztwo Ergo. Uber z kolei chce dla Meyera arbitrażu. Pozew Meyera ma na celu uzyskanie odszkodowań dla milionów klientów Ubera, stwierdzono w nim również, że zmowa cenowa nieodłącznie wynika z formy działalności firmy. Według powodów, kierowcy Ubera nie konkurują, gdyż opłaty są ustalane na podstawie algorytmu aplikacji. Jako „niezależni wykonawcy”, dostosowują się do stawek ustalanych na korzyść Ubera.

[źródło i grafika: digitaltrends.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!