promocja

Śmierć belgijskiego króla Alberta I, która miała miejsce w roku 1934 od dziesięcioleci budzi kontrowersje. 80 lat po fakcie, genetykom udało się dopasować DNA z krwi znalezionej na miejscu zdarzenia do dwóch odległych krewnych króla, tym samym najprawdopodobniej rozwiązując tę zagadkę.

Król Albert I był najprawdopodobniej jednym z najbardziej popularnych belgijskich monarchów. To on rządził podczas trudnego okresu historii tego kraju – niemieckiej okupacji podczas pierwszej wojny światowej, powojennej odbudowy, czy wielkiego kryzysu. Co więcej, umarł stosunkowo młodo – w wieku 58 lat, w wypadku podczas wspinaczki. Czy aby na pewno?

Król Albert był bardzo doświadczonym alpinistą – dlatego od razu pojawiło się wiele wątpliwości co do oficjalnej wersji wydarzeń. Zwolennicy teorii spiskowych spekulowali, że Albert I został zabity gdzieś indziej, a jego ciało do Marche-les-Dames zawleczono już po śmierci.

Historycy generalnie uznawali te teorie za mało prawdopodobne. W wyniku oficjalnych śledztw stwierdzono, że król najprawdopodobniej poślizgnął się po oparciu się o głaz – który nieoczekiwanie uległ poluzowaniu – lub zginął w wyniku 20-metrowego upadku w wyniku przerwania się liny wspinaczkowej.

Według pracy opublikowanej w Forensic Science International: Genetics, są powody, by uwierzyć jednak w oficjalną wersję. flamandzki dziennikarz Reinout Goddyn odkupił jeden z przedmiotów odnalezionych w pobliżu ciała monarchy – konkretnie, zakrwawione liście.

Wcześniejsze analizy, wykonane jeszcze w roku 2014 pozwoliły ustalić, że krew była ludzka. Teraz dwaj genetycy kryminalni byli w stanie stwierdzić, że krew rzeczywiście należała do Alberta I. DNA zebrane z zakrwawionych liści porównano z materiałem genetycznym dwóch żyjących krewnych króla Belgii. Pierwszym z nich był ostatni car i były premier Bułgarii – Symeon II Sakskoburggotski, a drugim niemiecka baronowa – Anna Maria Freifrau von Haxthausen.

Czy jest to niezbity dowód na to, że Albert I rzeczywiście zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku? Dla zwolenników teorii spiskowych, prawdopodobnie nie. Nawet jeden ze współautorów pracy, Maarten Larmuseau z belgijskiego Uniwersytetu Leuven stwierdził, że najprawdopodobniej nigdy nie uda się wykluczyć wszystkich pojawiających się w spekulacjach scenariuszy. Jakby nie patrzeć, od zdarzenia minęło ponad 80 lat – zachowały się nieliczne materiały dowodowe, a podejrzani, czy świadkowie nie żyją.

Jak powiedział Larmuseau:

…Autentyczność śladów krwi potwierdza oficjalne oświadczenie w sprawie śmierci Alberta I. Teorie głoszące, że króla nigdy nie było w Marche-les-Dames, lub że jego ciało zostało tam przywleczone, stały się bardzo mało prawdopodobne. Co więcej, rezultat pokazuje, że w pełni prawidłowe przeprowadzenie śledztwa w tamtym czasie i tak nie było możliwe – miejsce zdarzenia zostało bowiem naruszone przez poszukiwaczy pamiątek.

[źródło i grafika: gizmodo.com]