Airvinci zamierza stworzyć konstrukcję, która zatrze granice pomiędzy dronem a helikopterem. Budowany przez nich pojazd może być używany zarówno jako ciężki dron, służący do przenoszenia dużych i masywnych obiektów, jak i jako jednomiejscowy helikopter, będący doskonałą alternatywą dla wszelkich jet-packów.

Airvinci 2

Końcowy etap budowy pierwszego prototypu rozpocząć się ma za dwa tygodnie i już tego lata Kanadyjczycy zamierzają przeprowadzić jego testy. Tyle jeżeli chodzi o drona – pierwsze loty załogowe przewidziane są na rok 2017. I to chyba właśnie z nimi firma wiąże największe nadzieje.

W przeciwieństwie do, nie oszukujmy się, nie zdobywających szturmem rynku, jetpacków, pojazd od Airvinci nie jest wielkim urządzeniem zakładanym na plecy, ale poza silnikiem i wirnikiem zawiera także małą, jednoosobową kabinę, w której pilot może wygodnie zasiąść.

Kanadyjczycy podkreślają jeszcze jedną zaletę swojego rozwiązania w porównaniu do ostatnich jetpacków, takich jak Martin Jetpack. O ile konstrukcje te zawierają zwykle jeden silnik i dwa wentylatory, przez co są niebezpieczne w przypadku awarii silnika, to w mini-helikopterze Airvinci pojedynczy wirnik napędzany ma być przez dwa silniki. Oczywiście, w awaryjnej sytuacji, pojedynczy silnik ma wystarczyć do bezpiecznego lądowania.

Pojazd, o średnicy wirnika 2,1 metra, wyposażony w silniki o mocy 28KM każdy, ma cechować się udźwigiem około 120kg. Powinno to wystarczyć do wyniesienia w powietrze (na wysokość 3800m) pojedynczego spadochroniarza – a po jego skoku urządzenie ma być zdolne do samodzielnego powrotu na ziemię.

[źródło i grafika: gizmag.com]