Nie oszukujmy się, gry z gatunku FPS stały się nudne i wszystkie nowe produkcje kopiują ile wlezie ze starych znanych już mechanizmów rozgrywki nie dodając kompletnie nic ciekawego od siebie. W przypadku Destiny nie można mówić o innowacji, ale o kroku w dobrą stronę. Ten krok został postawiony już wcześniej przez Borderlands, które niestety w moich oczach przestało się rozwijać po pierwszej odsłonie serii. Ale to norma. Twórcy Borderlands zaryzykowali, wydawca przepuścił pomysł, wszystko pięknie się sprzedało, a teraz pora klepać kolejne części na starym schemacie, aby zarobić swoje…

Destiny to naturalna ewolucja Borderlands i robi mnóstwo rzeczy dużo lepiej. Na samym wstępie mogę wam oznajmić, iż Destiny jest grą dla fanów produkcji studia Gearbox. Nie przepadacie za Borderlands? Nie polubicie Destiny. Żeby osiągnąć sukces w rewolucjonizowaniu gatunku trzeba go troszkę przerobić. Oprócz elementów RPG, Bungie dodało jeszcze aspekt „MMO”. Nie jest to jednak do końca typowe MMO. Destiny nie pozwoli nam kupić sobie mieszkania w wielkim wszechświecie. Nie zobaczymy podczas swobodnego zwiedzania więcej niż kilku graczy. Świat działa na zasadzie mini lobby, które są limitowane do ustalanej przez twórców ilości osób. Jedyne miejsce, gdzie zobaczymy większą ilość graczy to „Tower”. Znajdują się tam sklepy, NPC z wyzwaniami itp. W Alphie nie miałem okazji zobaczyć całej wieży, Bungie udostępniło zaledwie fragment tej lokacji.

Destiny_tower_gunsmith

Sama rozgrywka jest prosta. Nasza postać strzela we wszystko, co się rusza zdobywając punkty umiejętności, które rozdajemy po zdobyciu odpowiedniej ilości doświadczenia. Każda z 3 klas ma swoje wyjątkowe atrybuty i specjalne ataki. Mamy również tradycyjny system poziomów osiąganych przez naszą postać, którą wcześniej tworzymy w dosyć ubogim jak na Alphę edytorze. Oferuje on 3 rasy w odmianach męskiej i żeńskiej oraz kilka elementów kosmetycznych. Destiny nie będzie opierać się na „grindowaniu” i uzyskiwaniu jak największego poziomu doświadczenia. Tutaj prężymy muskuły chwaląc się tym, co nosimy. To ekwipunek i bronie, które można również ulepszać, ukazują nasz status w świecie stworzonym przez Bungie.

Bardzo podoba mi się to, że nie musimy być uzależnieni od gildii czy klanów znanych z tradycyjnych MMO. Oprócz solowego zwiedzania planet, możemy zwyczajnie ustawić się w kolejce działającej jak tradycyjny „matchmaking”. System dobierze nam 2 innych graczy, którzy pomogą w zrealizowaniu specyficznego typu misji zwanego „Strike”. Polega on na przebiciu się przez mapę upchaną kilkoma bossami. Od najsłabszego do najsilniejszego. Przeciwnicy są zróżnicowani i każdy z nich wymaga zupełnie innego podejścia. Warto zaznaczyć, że ich sztuczna inteligencja jest genialna. Nigdy nie spotkałem się z FPSem, gdzie to wrogowie potrafili zaskoczyć mnie oraz zrobić coś, czego nigdy bym nie przewidział. Przykładowo – lider grupki mobów skoczył na rzucony przeze mnie granat, aby ochronić resztę przed pewną śmiercią. Jak widać przeciwnicy bardzo dobrze potrafią się komunikować, co po prostu czuć podczas strzelania. Zanika efekt monotonii znanej z innych shooterów.

11-GPNIawg

Fani tradycyjnego multiplayera znanego z Call of Duty również znajdą coś dla siebie na arenach, gdzie walczymy drużynowo przeciwko sobie. Ale to dodatek. Alpha nie oferowała zbyt wielkiego terenu do zwiedzania, można było jednak przetestować model jazdy unoszących się nad ziemią „skuterów”. Prowadzą się znakomicie. Aż chciałby się mieć troszeczkę bardziej rozległe trasy do porządnej przejażdżki. Destiny zapowiada się być naprawdę obowiązkową pozycją dla wszystkich, którym znudziły się tradycyjne FPSy i chcą sprawdzić coś nowego. Jest jeden warunek, musi się wam podobać system rozgrywki znany z Borderlands. Gameplay w Destiny to właśnie mocno usprawniona wersja tej gry z własnym niepowtarzalnym charakterem. Ja już zacieram łapki na betę i obowiązkowo pełną wersję. Jestem na TAK!

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!