Ataki hakerów w sieci to rzecz codzienna. Włamania na jakieś konta dziennie liczy się zapewne w tysiącach. A co jeżeli łamaczom zabezpieczeń udaje się bez problemu dostać do reaktorów nuklearnych w Ameryce? To brzmi jak jakiś czarny scenariusz z filmów akcji.

Nextgov potwierdziło, że w ciągu trzech lat grupie hakerów zza granicy udało się podwójnie złamać zabezpieczenia komputerów oraz kont w Komisji Dozoru Jądrowego. Jak? W sprytny sposób zmuszono użytkowników do zainstalowania malware’ów na urządzeniach. Śledczy nie są w stanie znaleźć sprawców przez to, że dostawcy internetu stale usuwają logi. Sugeruje się, że były to ataki wspierane przez rząd. KDJ w końcu posiada kluczowe informacje na temat stanu reaktorów. Przypuszczenia od razu kierowane są w stronę Rosji oraz Chin, ale równie dobrze mogły być to jakieś podmioty czarnego rynku, które chętnie sprzedałyby takie dane za dużą kwotę.

Póki co nie opublikowano listy strat po atakach, ani nie wiadomo czy Komisja poczyniła jakiekolwiek środki w celu przeszkolenia swoich pracowników. Zapewnia ona jednak, że są lepiej przygotowane na kolejne uderzenia. Nawet podkreśla, że mają mocne firewalle, a personel zatrzymuje zdecydowaną większość potencjalnych prób kradzieży danych.

Nie wiem jak wierzyć tym słowom. Widocznie komuś w pracy zachciało się pobrać jakieś zawirusowane porno, co być może mogłoby w przyszłości przyczynić się do uszkodzenia reaktorów. Faktycznie, z takim personelem można konie kraść…

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej