Na co jak na co, ale na militaria Stany Zjednoczone chętnie wydają pieniądze i najprawdopodobniej wkrótce wpadnie im do bilansu nowy wydatek – następca drona Predator. 

Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych chcą mieć nowego drona od dłuższego czasu. Ma on robić wszystko to, co obecnie pełniący służbę Predator, ale lepiej, dłużej i bardziej samodzielnie. To jednak nie koniec wymagań amerykańskiej armii, bo ponoć ma ona również rozważyć, czy następca Predatora nie powinien być hybrydowy lub napędzany słonecznie. Coby nie było jednak zbyt prosto, koszt wyprodukowania jednego drona nie może przekroczyć miliona dolarów.

Nad tematem pochylają się członkowie programu nazwanego Ultra-Endurance Unmanned Air Vehicle (Bezzałogowy Statek Powietrzny Wysokiej Wytrzymałości). Do ich zadań należy nakreślenie charakterystyki nowego drona i dzięki nim wiemy już teraz, że jego nadrzędną cechą ma być niewykrywalność. Następca Predatora ma być częściej wykorzystywany do zadań zwiadowczych niż bojowych, przez co ma on pracować znacznie ciszej niż starszy brat. Dodatkowo, na pokładzie nowego drona ma znaleźć się cała masa kamer, a jego ładowność będzie o połowę mniejsza od tej Predatora.

Możemy się spodziewać, że również same rozmiary następcy legendy skurczą się znacząco – w końcu jest to bardzo wyraźna tendencja w technologii, a oryginalny MQ-1 Predator rozpoczął swoją służbę już 22 lata temu.

Z technologicznego punktu widzenia, cała masa różnych usprawnień, takich jak energia słoneczna, aerodynamiczny kształt czy innowacyjny napęd, mogłaby zostać wprowadzona, aby pomóc osiągnąć upragniony cel. Jesteśmy jednak agnostykami wobec technologii.

Tak sprawę skomentował Marc Owens, menadżer projektu UEUAV, podkreślając, że w przypadku nowego drona wszystko musi być zrealizowane idealnie, nie będzie więc miejsca na zapychanie go niepotrzebną technologią. Najważniejsze jest spełnienie kluczowych założeń, do których należy zdolność do siedmiodniowego przebywania w powietrzu. Służący obecnie Siłom Powietrznym Predator może fruwać przez dwa dni, ale z całą pewnością nie jest to najbardziej wydajny wynik, na jaki stać amerykańską armię. Już drony z 1988 roku, takie jak prototyp Boeinga Condor, były w stanie latać przez więcej niż 48 godzin.

Według Owensa, dwa lata po podpisaniu kontraktu z firmą, która zajmie się produkcją drona, amerykańska armia powinna ujrzeć choćby prototyp latający po nieboskłonie. Data wejścia nowego Predatora do służby to już oddzielna sprawa i ciężko być nawet pewnym, czy w ogóle kiedykolwiek zostanie ona wyznaczona. Wojsko Stanów Zjednoczonych lubi przecież porzucić wielomilionowe programy badawcze.

źródło: popularmechanics.com | zdjęcie: cnn.com

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!