Z pewnością wśród Was znajdzie się jakiś miłośnik gier karcianych, dla którego przodące tytuły, czyli Gwint i Hearthstone nie są już zbyt pociągające. Racja, dzieło CD Projekt Red i Blizzarda może wciągnąć swoją unikalnością na długie godziny, ale w dalszym ciągu nie są czymś, co wywróciło gatunek o 180 stopni. Czy Artifact będzie dla karcianek tym, czym Half-Life stał się dla strzelanek? Długo można nad tym rozprawiać, ale lepiej po prostu rzucić okiem na nagrane zapisy rozgrywki.

Zapowiedź Artifact: The Dota Card Game nie została ciepło przyjęta przez graczy, co nie było wielkim zaskoczeniem. W dzisiejszych czasach karcianki powstają nagminnie i nie wnoszą nic ciekawego na rynek. Pod tym zdaniem mogę podpisać się obiema rękami, ponieważ dałem szansę praktycznie każdemu tytułowi powstałemu w ostatnich latach. Ostatecznie wyłącznie Gwint i Hearthstone spełniły moje wymagania i choć regularnie się w nich bawię, to nie mogę powiedzieć, że są idealne. Pomijam fakt niezbyt uciążliwego systemu pay-to-win i monotoniczności związanej z przesytem identycznych talii na praktycznie każdych rangach – grając w te tytuły, odnoszę po prostu wrażenie, że gdzieś już to widziałem. Ze względu na to mam nadzieję, że Artifact wniesie do gatunku ”to coś” a ”to coś” prezentuje się następująco…

Hej Gabe! Czas podreperować budżet

Zdecydowanie najważniejszą cechą Artifact jest oparcie o system buy-to-play z elementami pay-to-win. Karty zdobędziemy z pakietów (możliwych do kupienia za realne pieniądze i grową walutę), bezpośrednio z rynku Steam oraz za pośrednictwem wymian z innymi graczami. Według Newella ma to stworzyć klimat pełnoprawnej gry Trading Card Game, a nie Collectibe Card Game. Bądźmy jednak szczerzy, wszystko wskazuje na to, że Valve przygotowuje istną maszynkę do robienia pieniędzy. Wyobraźcie sobie, że za wizualne udziwnienia w CS:GO ludzie płacą krocie, a co będzie w momencie, kiedy tą samą kwotę będzie można przeznaczyć na rzecz, która da nam przewagę nad innymi?

Rozgrywka

Przejdźmy jednak do rozgrywki, jaką zaoferuje ta karcianka. Sam klimat będzie ściśle powiązany z uniwersum Doty, co z miejsca przekreśla zainteresowanie tytułem dla jednych, ale jednocześnie przyciąga drugich. Walka będzie toczyć się wyłącznie pomiędzy realnymi graczami na trzech liniach, które będziemy zmuszeni zdominować, aby po prostu wygrać. Zrobimy to z talii złożonej spośród 44 bohaterów i 280 kart dostępnych na premierę.

 

W skrócie, przez cały mecz Artifact będziemy kontrolować pięciu bohaterów ze specjalną umiejętnością. Kiedy bohater może umrzeć i po chwili się odrodzić za cenę jednej tury. Słabsze karty stronników będą odradzać się na planszy na początku każdej tury. Pokonywanie wrogich bohaterów i stworów będzie się równało z nagrodą w złocie, które przeznaczymy na zakup przedmiotów tak jak w normalnym meczu Dota 2. Talię każdego gracza będzie budować 40 kart, które w większości będą zaklęciami lub mniejszymi minionami. Te zadają obrażenia wszystkiemu, co znajduje się dokładnie naprzeciwko nich. Celem jest oczyszczenie ścieżki w celu zniszczenia wieży i ostatecznie Starożytnego.

 

Warto wspomnieć, że Artifact zadebiutuje na Steamie w ostatnich miesiącach 2018 roku. Będzie skupiać się na trybie wieloosobowym, a o kampanii dla jednego gracza możemy tylko pomarzyć. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak dobre będzie dzieło Valve, ale firma wydaje się być pewna sukcesu, bo już na początku 2019 ma odbyć się oficjalny turniej i import na urządzenia mobilne. Może obecność twórcy Magic: The Gathering wśród deweloperów wpływa tak na ekipę?

Źródło: kitguru.net

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!