Co z tą etyką? – pytają koneserzy sztuki nowoczesnej po obejrzeniu wystawy prac niejakiego Richarda Prince, znanego grafika z Nowego Jorku. Dlaczego? Bo wystawia i sprzedaje płótna na których znajdują się zdjęcia robione na Instagramie przez innych ludzi.

RichardPrince02

Na czym to polega? Otóż „New Portraits” to zbiór fotek tworzonych przez użytkowników znanego portalu ze zdjęciami, konkretnie rzecz biorąc, tzw screenshotów tych fotek, lekko zmienionych przez Prince’a, opatrzonych jego własnym komentarzem a następnie wydrukowanych na dużych płótnach. W tamtym roku zostały one zaprezentowane na wystawie w nowojorskiej Gagosian Gallery. Od tego weekendu można zostać ich właścicielem, płacąc – niebagatelne – sto tysięcy dolarów za sztukę.

richard-prince-gagosian-gallery-new-portraits-instagram-copyright

Jedna z dziewczyn uwieczniona na zdjęciu potwierdziła podejrzenia o plagiat, twierdząc, że nie udzieliła żadnego zezwolenia na to żeby jej zdjęcie zostało wykorzystane przez artystę – a mimo to Richard Prince umieścił je w galerii. Praca została zakupiona za 90 tysięcy dolarów. Oczywiście pieniądze te nie trafią do prawdziwego autora fotografii.

RichardPrince01

Powstaje więc pytanie – czy takie wykorzystywanie czyjejś twórczości bez pozwolenia jest moralne? Prince jest znany w środowisku artystycznym z dość „bezceremonialnego” obchodzenia się z twórczością innych ludzi, używając jej w celu dokonywania pewnych przeróbek, po czym odsprzedając za grubą forsę. Czy nie jest to łamanie prawa?

Otóż nie do końca, bo jest to tzw. „szara strefa” prawna. Gdyby robił perfekcyjne kopie, byłoby to naruszenie czyichś praw autorskich, lecz tzw „dozwolony użytek” to kwestia dyskusyjna, jeśli występuje tzw „przekształcenie” pracy. Tak więc drobne zmiany jakim Prince poddaje grafiki – z trudem, ale jednak – mieszczą się w definicji „dozwolonego użytku”. Tak naprawdę nie jest to zbytnio oryginalna działalność – internet jest pełen różnego rodzaju przeróbek, przemian, parodii i powielania już istniejącej twórczości, nierzadko ocierając się o plagiat i pastisz. Tak więc jedni będą nazywać tego rodzaju galerie „kradzieżą”, inni zaś skuszeni szumem medialnym natychmiast wyciągną karty kredytowe.

Może właśnie o to chodziło twórcy tych „oryginalnych podróbek”?

img-cariou1_182213651755.jpg_x_1600x1200
Kompletna zmiana, prawie nie idzie poznać, że to to samo zdjęcie.

[źródło: businessinsider.com, zdjęcia: Art in America Magazine, Instagram, Richard Prince (?)]

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!