Ataki rekinów, choć nam – Polakom – wydają się czymś zupełnie egzotycznym, to u wybrzeży Australii są niestety niemal codziennością. Szczególnie narażeni na pogryzienie są ludzie zażywający morskich kąpieli u wybrzeży stanu Nowa Południowa Walia. W związku z realnością zagrożenia zdrowia i życie mieszkańców Australii tamtejszy rząd postanowił sfinansować budowę systemu wczesnego ostrzegania przed rekinami.

Projekt mający zapewnić bezpieczeństwo kosztować będzie 16 milionów dolarów australijskich, czyli około 45 milionów złotych, zaś budowa potrwa ok. 5 lat. Spośród tych 16 milionów, 3,5 miliona ma zostać przeznaczone na mechanizmy wykrywania i obserwacji rekinów. Dotychczas rekinów wypatrywano często używając do tego celu helikopterów, jednak Australijczycy postanowili iść z duchem czasu i wykorzystać tańsze i nowocześniejsze rozwiązania.

Wykrywaniem drapieżników zająć się mają specjalne drony obserwacyjne oraz boje wyposażone w sonary. Informacje o zagrożeniu pochodzące z tych dwóch uzupełniających się źródeł mają drogą elektroniczną trafiać od razu do ratowników, by ci mieli czas na ostrzeżenie ludzi i ewakuację wszystkich osób przebywających w wodzie.

Wcześniej, w fazie koncepcyjnej projektu myślano również o zaczipowaniu rekinów, jednak z powodu ich dużej liczebności w wodach u wybrzeży Australii pomysł musiano zarzucić. Nowy system ostrzegania, oparty na dronach i bojach, dzięki niskiej cenie i prostocie powinien dać się łatwo skalować, dzięki czemu wody przybrzeżne Australii mogą stać się jedynym miejscem tego kraju, w którym na nierozważnego turystę nie czyha śmierć. Oczywiście o ile trafimy tam poza sezonem na jadowite meduzy.

[źródło i grafika: eteknix.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!