Karabiny TrackingPoint wydawały się być dosyć użyteczną i pozytywną technologią: łączyły funkcje aparatów oraz sensorów z linuksowym oprogramowaniem; tak aby stworzyć broń zaprojektowaną do trafiania w bardzo oddalone cele, nawet gdy strzelec jest mało doświadczony. Niestety, kiedy do broni dokładamy software, pojawia się ryzyko: że zacznie ona strzelać nie tak jak chcemy my lecz jak interesuje to innych…

Badacze kwestii bezpieczeństwa, prywatnie para – Runa Sandvik i Michael Auger, skutecznie pokazali, jak można przeprogramować karabin TrackingPoint, aby jego pociski nie trafiały tam gdzie chce strzelec.

Technologia TrackingPoint jest podłączona do WiFi, przez co pozwala ona na streamowanie widoku z kamery umieszczonej na karabinie. Jednocześnie umożliwia to dostosowywanie systemu celowania tak aby osiągnąć konkretne, zamierzone efekty bojowe. Proces jest dość prosty: strzelec za pomocą przycisku ustala, gdzie dokładnie ma trafić pocisk, potem ustawia w odpowiedni sposób karabin i strzela.

Po zhakowaniu jednak, celność urządzenia może drastycznie spaść, kule chybiać a strzelec nie będzie zdawał sobie sprawy z przyczyny takiego zachowania „sprytnej broni”. Nie ma jednakże mowy o żadnym samowolnym strzelaniu, więc właściciele tego nowoczesnego sprzętu mogą spać w nocy spokojnie, chodzi jedynie o celność. Inna sprawa, że taki potencjalny hacking jest średnio praktyczny, bo trzeba się zbliżyć do broni na tyle żeby skorzystać z jej WiFi – a gdy się jest już na tyle blisko, to łatwiej po prostu unieszkodliwić strzelca.

[źródło: popsci.com; grafika: arstechnica.net]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!