Ostatnimi czasy opinię publiczną podgrzewają dyskusje na temat wykorzystywania marihuany do celów medycznych i załagodzenia prawa co do jej użytku. Szkodzi w końcu ta „trawka”, czy pomaga? Legalizować, czy nie? Debata nie ustaje, zainteresowanie tym tematem nie maleje. Nie każdy natomiast wie, że w tle „czają się”, czekając na swoją kolej kolejne narkotyki. Jednym z nich jest pochodząca z Ameryki Południowej ayahuasca.

Ten psychodeliczny napój (słowo „auahuasca” oznacza w języku keczua „pnącze duszy”) od wieków był używany przez południowoamerykańskich szamanów w celach leczniczych oraz aby wprowadzić się w trans i umożliwić jasnowidzenie lub kontakt z mityczną pamięcią plemienia. W czasach obecnych natomiast przyciągnął zainteresowanie jako potencjalny lek na depresję. Brazylijscy naukowcy opublikowali niedawno pierwsze wyniki badań nad tym specyfikiem – mimo zmniejszonej grupy testowej (sześć osób, bez grupy placebo) można z całą pewnością stwierdzić, że rezultaty są bezsporne. Podawany w niedużych dawkach napój już w ciągu kilku godzin powodował zmniejszenie się zachowań depresyjnych, zaś stan taki utrzymywał się nieprzerwanie nawet do trzech tygodni!

Ayahuasca, narkotyk, zioło, odlot
Niby niepozorne roślinki, ale odpowiednio przyrządzone nieźle dają po kineskopie!

Jak na razie wykorzystanie praktyczne wynalazku nie nastąpi zbyt szybko – jego składniki są nielegalne w większości krajów na całym świecie. Mimo, że zażywana w rozsądnych ilościach nie powoduje uzależnienia, ayahuasca jest na razie jedynie nieco bardziej ekskluzywnym narkotykiem, np. w Polsce prawo traktuje ją na równi z chemicznymi dopalaczami i przewiduje kary za jej posiadanie i stosowanie (chociaż są tacy w naszym kraju, którzy uważają, że niesłusznie…)

Jak się okazuje, odkrycie właściwości tej substancji jest tylko krokiem w kierunku uznania niektórych używek – do tej pory uważanych jedynie za szkodliwe narkotyki – za lekarstwa. Już teraz mówi się o tym, że depresję i bóle neurologiczne da się leczyć za pomocą ketaminy (popularnej klubowej „witaminy K”), MDMA (ecstasy) miałby pomóc z PTSD, zaś LSD rozprawiłby się z migrenami. Czyżby nadchodziła era wykorzystywania tzw. „narkotyków rekreacyjnych” do ważniejszych celów niż tylko „odlot”?

[źródło: scientificamerican.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej