Zaczęła się walka o prymat w dziedzinie produkcji samochodów bez kierowców: zdawałoby się, że na Google ma w tym wyścigu ogromną przewagę, lecz już tłoczą się za nim kolejni konkurenci.

Należy do nich nie kto inny, a bohater ostatnich dni – Uber. Firma przejęła setkę inżynierów, oraz inne pomocne „aktywa” od Microsoft Bing, konkurenta Google w dziedzinie mappingu. Jest to jeden z kilku etapów przygotowań, dzięki którym firma „chyba-nie-taksówkowa” ma zamiar wkroczyć na rynek samo-prowadzących się wehikułów. Raczej nie ucieszyło to panów w garniturach okupujących gabinety w siedzibach Google. Wcześniej, drugiego lutego tego roku, zarząd Ubera poinformował, że planuje współpracę z Carnegie Mellon University, w celu wspólnej pracy nad automatyczną wersją „bezpiecznego, niezawodnego transportu dokądkolwiek”.

Przejęcie stu pracowników Microsoftu jest również wyraźną oznaką tego, że Uber szuka pomysłów na ekspansję i bardzo interesuje go rynek samochodów pozbawionych kierowców. Microsoft nie będzie już zbierał swoich własnych map dla Binga; to będzie od tej pory zadanie Ubera, na pokładzie którego znalazł się ekspert w tej dziedzinie, były lider Google Maps – Brian McClendon, który będzie nadzorował współpracę firmy z Carnegie Mellon.

W pewnym stopniu taka dywersyfikacja Ubera nie dziwi, bo ma on spore problemy kadrowe – firma ostatnio np przegrała sprawę sądową ze swoją byłą pracowniczką. Może to zmotywować do działania kolejnych oburzonych. Sprawa rozbija się o klasyfikację kierowców – obecnie są „wykonawcami”, zaś status „pracownika” gwarantowałby im dodatkowe pieniądze i ubezpieczenie zdrowotne. Wątpię, żeby sztuczna inteligencja potrzebowała któregokolwiek z tych dwóch przywilejów.

[źródło: popsci.com; zdjęcie: slapstreet.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej