Munduruku, plemię Indian żyjące w dorzeczu Amazonki, zdecydowało się podjąć konkretne działania w obronie swoich rdzennych terenów. Autochtoni zirytowani ociąganiem się strony rządowej w zapewnieniu nietykalności terytorialnej i uznaniu statusu ziem należących do nich od pokoleń, zdecydowali się oznaczyć swój teren, zanim ten stanie się częścią kompleksu przynależącego do planowanej elektrowni wodnej.

Przy użyciu nowoczesnych odbiorników GPS i tradycyjnych maczet, grupa 70 mężczyzn, kobiet i dzieci zdecydowała się oznaczyć w dżungli swój teren. Granica wytyczona za pomocą kamieni i patyków nie jest może barierą nie do pokonania, ale przynajmniej obrazuje jak daleko rozciągają się tereny należące do Munduruku od pokoleń. Członkowie plemienia czekali 13 lat na decyzje rządu w sprawie zapewnienia im wieczystego posiadania ziem przodków. Bezskutecznie. Jak zauważył wódz Juarez Saw Munduruku, wszyscy byli już zmęczeni nieustannym czekaniem, bezsilnością i ignorancją strony rządowej. Poczucie niesprawiedliwości wzięło w końcu górę i po wielu próbach nawiązania dialogu, Munduruku wzięli sprawy w swoje ręce.

Przedstawiciele brazylijskiej fundacji zrzeszającej grupy tubylcze (The National Indian Foundation – FUNAI), w marcu przedstawi raport potwierdzający prawa plemienia Munduruku do oznaczonych ziem. Fundacja stara się, czasem bezsilnie, dbać o prawa ludności plemiennej i przeciwdziałać jej zauważalnej marginalizacji. Około 12 procent olbrzymiego terytorium Brazylii jest w posiadaniu grup tubylczych, czyli społeczności przedpaństwowych. Znaczna większość znajduję się w dorzeczu Amazonki. Dzisiaj w Brazylii żyje niecałe 900 tysięcy Indian, stanowiąc tym samym znikomy procent (około 0,4/0,5) ludności. Życia autochtonom nie ułatwia też rząd oraz prezydent Dilma Rousseff, oskarżany o celowe opóźniania procesów przyznawania ziem rdzennym mieszkańcom Brazylii.

[Źródło i zdjęcie: www.phys.org ]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej