Ciemna materia stanowi prawie 27% zsumowanej materii i energii we wszechświecie. Oznacza to, że jest jej ponad pięciokrotnie więcej niż zwykłej materii – tej, którą obserwujemy na co dzień, z której sami się składamy, z której zbudowana jest Ziemia, Słońce, wszystkie planety, księżyce, komety, gwiazdy i mgławice jakie znamy.

Ciemna materia nie świeci, ani nie pochłania światła (a przynajmniej nie udało nam się tego nigdy zaobserwować). Być może jedynym sposobem w jaki oddziałuje ona z całym znanym nam światem są oddziaływania grawitacyjne. To ciemna materia odpowiadać ma za „brakującą” masę galaktyk – okazuje się bowiem, że gdyby brać pod uwagę widocznie obserwowalną materię, to nie dałoby się wytłumaczyć obserwowalnej rotacji galaktyk.

Chociaż sama ciemna materia jest niemożliwa do bezpośredniego zaobserwowania, to podejrzewa się, że składa się ze słabo oddziałujących masywnych cząstek (ang. WIMP – Weakly Interacting Massive Particles), które mogą anihilować lub ulegać rozpadowi tworząc wysokoenergetyczne promienie gamma i promieniowanie kosmiczne.

To właśnie te dwie kategorie promieniowania wykrywać ma umieszczony przez Chiny na orbicie okołoziemskiej satelita DAMPE (Dark Matter Particle Explorer). Jeżeli satelita wykryje źródła promieniowania, które nie pochodzą od żadnych źródeł zbudowanych z klasycznej materii, oznaczać to będzie, że udało się zlokalizować tajemniczą ciemną materię.

DAMPE została wyniesiona na orbitę przez rakietę Long March 2D. Kosmiczny teleskop okrąża naszą planetę na wysokości 500 kilometrów i obserwuje stale najdalsze zakamarki kosmosu. Jak jednak podkreślają specjaliści, nie należy się spodziewać, że przełomowe wyniki otrzymamy za tydzień lub za miesiąc. Poszukiwania śladów rozpadu ciemnej materii mogą potrwać latami, zanim przyniosą wymierne rezultaty.

[źródło i grafika: engadget.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!