Jak się okazuje, badacze z Uniwersytetu Waszyngtońskiego opracowali metodę laserowego… chłodzenia – udało im się obniżyć temperaturę wody o około 20 stopni Celsiusza. Oczywiście nie wystarczy tylko wycelować wskaźnik w butelkę oranżady, sprawa jest bardziej skomplikowana.

W dużym uproszczeniu, chodziło o to, by laser zadziałał „odwrotnie” (czyli: nie grzał). W wodzie zanurzono pojedynczą nanodrobinę (przy czym utrzymywano ją w miejscu również za pomocą odpowiedniego promienia – tak, niczym w Star Wars) laserowego kryształu. Gdy wycelowano w nią światło lasera podczerwonego, kryształ zaczął emitować wysokoenergetyczną poświatę, przez którą wypromieniowywał więcej ciepła niż otrzymywał od wiązki pierwotnej. Zważywszy na prawa termodynamiki, różnica energii została uzupełniona kosztem otaczającej wody, co skutkowało zmniejszeniem temperatury próbki.

1526034834873355185

Oczywiście urządzeń tego typuraczej nie zobaczymy w najnowszym modelu lodówki, przynajmniej nie w najbliższym czasie – urządzenie jest olbrzymie i konsumuje wielkie ilości energii. Ale to samo można było powiedzieć choćby o technologii, która stanowiła bazę dla współczesnych mikrofalówek, czy wskaźników laserowych. Naukowcy już teraz pracują nad miniaturyzacją i zwiększeniem sprawności urządzenia.

Oczywiście potencjalne zastosowania technologii wykraczają poza kuchnie i centrale klimatyzacyjne. Gdyby udało się wbudować chłodzące lasery w elektronikę, na przykład w ramach chłodzenia CPU, rozmiar wydajnych komputerów uległby radykalnemu zmniejszeniu – jakby nie patrzeć, wydajność procesorów rośnie wykładniczo z czasem, współczynniki przejmowania ciepła dla gorącego powietrza – niekoniecznie. Zyskaliby również biologowie, chcący obserwować procesy takie jak podział komórek w spowolnieniu (ze względu na niską temperaturę).

[źródło i grafika: gizmodo.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej