WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Bez kategorii

Cyberterroryści na godziny – wynajmij sobie hakera

Ataki DDoS (ang. Distributed Denial of Service – rozproszona odmowa usługi) stają się w obecnych czasach jedną z najpopularniejszych metod ataku sieciowego. Działanie to polega na ataku na system komputerowy lub usługę sieciową jednocześnie z wielu różnych stanowisk. Każda działalność związana z oferowanymi przez system możliwościami (np. rejestracja fałszywego użytkownika na portalu, bądź próba zakupu czegoś przez system aukcyjny) powoduje przydzielenie przez atakowanego pewnych zasobów. Jeżeli duża ilość agresorów przeprowadzi swoje akcje dokładnie w tym samym momencie, to prowadzi to do wyczerpania dostępnych zasobów, a w efekcie do przerwy w działaniu lub nawet zawieszenia systemu. Przykładem takiego ataku jest chociażby zablokowanie strony polskiego Sejmu w związku z planowanym podpisaniem przez Polskę ACTA.

Okazuje się jednak, że nawet taki wielomilionowy biznes jak hacking również boryka się z tanią siła roboczą i spadającymi cenami usług.

Według Rodneya Joffe, wiceprezesa w Neustar, firmie zajmującej się cyberochroną w dzisiejszych czasach można wynająć sobie sieciowego awanturnika za śmieszną kwotę – od 6 do 10 dolarów za godzinę. Ataki DDoS stały się tak rozpowszechnione, że zlecenie takiej akcji jest tak proste jak wypełnienie formularza online – zaś samych hackerów znaleźć można w prosty sposób przez wyszukiwarkę. A potem wystarczy wpisać nazwę witryny, ustalić jak długo ma być offline i już – można przejść do kasy (płacić można np. Bitcoinami).

Łatwość wykonania takiego uderzenia jest trochę przerażająca, tym bardziej że nie mówimy tutaj o małych pieniądzach – w wielu firmach, zwłaszcza tych oferujących usługi internetowe, każda przerwa w działaniu to utrata grubej forsy. Według przeprowadzonych ostatnio badań, jedna trzecia firm dzięki DDoS potrafi stracić sto tysięcy dolarów w godzinę – a kwota ta bywa i wyższa w momencie gdy hakerzy dokonają swego ataku w najmniej sprzyjającym momencie, np. blokując portal aukcyjny podczas okresu przedświątecznych zakupów.

A nie jest to największe zagrożenie. Często taki cybernajazd jest jedynie pretekstem, zasłoną dymną, odwróceniem uwagi ekipy informatycznej i zmuszeniem by dyżurni informatycy pracowali nad powstrzymaniem DDoS, w momencie gdy prawdziwy atak ma miejsce zupełnie gdzie indziej. Na szczęście coraz więcej firm staje się świadomych tego niebezpieczeństwa. Podejmują one odpowiednie kroki, np. zatrudniając grupę rezydentnych specjalistów od cyberochrony, lecz również trzymając na podorędziu bardziej wykwalifikowanego niezależnego wykonawcę, wkraczającego w momentach najbardziej kryzysowych.

Jak na razie wojna z cyberprzestępczością nie zbliża się do jakiegokolwiek rozstrzygnięcia, dlatego też trzeba ciągle mieć się na baczności – najlepszą bronią przeciw hakerom powinna być ciągła czujność i profilaktyka.

[źródło: nbcnews.com]