Nowy sezon serialu całkiem niedawno pojawił się na Netflixie. Kontynuuje on wątki z 5. sezon, w którym to przedstawiony został bunt więźniarek. Poprzedni sezon zmienił także formułę – ukazanych zostało zaledwie kilka dni z życia bohaterek, ale za to dni bardzo intensywnych. Nowy sezon jest już bardziej powrotem do korzeni, gdzie akcja będzie rozgrywała się na przestrzeni dłuższego czasu. Czy oglądanie życia więźniarek po buncie jest warte poświęcenia czasu?

6. sezon rozpoczyna się tydzień po zakończeniu buntu. Bohaterki zostały przeniesione do nowego więzienia o zaostrzonym rygorze (tzw. Maksa), gdzie będą odbywały resztę swoich kar. Początkowo, większość z nich osadzona została w izolatkach. Specjalna komisja musi bowiem znaleźć winne buntu oraz za śmierci strażnika Piscatella. W dalszej części wszystkie więźniarki trafiają na oddział otwarty, gdzie poznajemy nowe bohaterki. To tyle, żeby Wam zbytnio na start nie spojlerować fabuły, aczkolwiek w dalszej części tekstu na pewno pojawią się też spojlery. Przejdę teraz do tego co mi się podobało oraz nie podobało w nowym sezonie.

Pierwsza pozytywna rzecz to przeniesienie akcji do nowego więzienia. Dzięki temu serial zyskał na świeżości, a samo ukazanie innych warunków i zasad panujących w Maksie bardzo wciągało. Nie jest już tak sielankowo jak to miało miejsce w przeszłości. Maksem rządzą gangi i bohaterki muszą się do nich dostosować. Także sami strażnicy nie są już tacy mili – chociaż widzimy kilka twarzy z przeszłości. W tym wypadku bardzo spodobała mi się postać McCullough, która ciągle zmaga się z traumą po buncie. Serial świetnie pokazuje jej psychikę, w szczególności po powrocie do pracy. Kolejna fajnie zagrana postać to Luschek, który znakomicie odnajduje się w nowych warunkach. Wśród strażniku odbywa się gra zwana Więźniarki Fantasy, w którą bohater od razu się wciągnął. Polega ona na przyznawaniu więźniarkom punkty za ich wykroczenia. Sprawia to, że strażnicy sami prowokują różne sytuacje tylko po to, aby zdobyć punkty i wygrać pieniądze.

Orange Is the New Black bardzo fajnie pokazało dochodzenia w takich przypadkach. Specjalna komisja miała za zadanie znaleźć winnych śmierci strażników oraz organizatorów buntu. Nie interesowała ich prawda, ale znalezienie odpowiedniej ilości osób. W tym celu bohaterki musiały decydować – czy chronić siebie, czy zwalić winę na swoich przyjaciół. Serial świetnie ukazał dylematy, problemy i poczucie winy. Także znalazło się miejsce na zemstę – tutaj dowiadujemy się sporo na temat przeszłości Firedy Berlin, która to jest celem nie tylko zemsty osoby, którą zdradziła, ale także różnych bohaterek z przeszłości. Podczas dochodzenia świetną rolę miała osoba grająca Taystee. Pokazanie jej walki o sprawiedliwość oraz wsparcie, jakie otrzymała przez obcych ludzi, była znakomitym pomysłem. Obrazuje to ponownie, w jaki sposób więźniowie są osądzani za przyszłe winy – nie liczy się prawda, ale skazanie kogokolwiek.

Kolejny plus serialu to nowe, bardzo ciekawe bohaterki. Muszę tutaj wyróżnić Badison, która wniosła wiele świeżości do serialu. Jest to bardzo charakterystyczna postać, która  będzie bardzo naprzykrzała się Chapmann. Kolejne bohaterki to Barb i Carol. Są to siostry, które rządzą blokami C i D. Od razu zaznaczę, że oba bloki się nienawidzą i także o to oparta będzie fabuła. W Orange Is the New Black wyjaśnione zostaną przyczyny konfliktu oraz przeszłość wspomnianych bohaterek. Podczas gdy po Barb i Carol można było się spodziewać retrospekcji, to Badison już nie ma tak prostej do odgadnięcia historii. Pojawiają się także inne, dosyć ciekawe postacie, ale ich wątki nie zostają pociągnięte albo kompletnie nie są ruszone. Możliwe, że scenarzyści trzymają je na następny sezon, który z pewnością powstanie, aczkolwiek wprowadzanie interesujących osób i ich późniejsze spłycanie nie należy do najlepszych zabiegów.

Stare bohaterki także dały radę. Na początku serialu świetnie ukazane zostało szaleństwo Suzanne, także później bohaterka ta trzyma poziom. Trochę nudne były wątki związane z Nicky Nichols oraz Lorną, chociaż sama gra aktorska dalej zachwycała. W internecie znajdzie sporo opinii na temat tego, że Chapmann już nie wkurza tak bardzo jak kiedyś – muszę przyznać, że coś w tym jest. Także muszę pochwalić postać Red, która właśnie została zdradzona przez “przyjaciółki” oraz Daya, której staczanie się jest świetnie ukazane. Aczkolwiek oglądając serial miałem wrażenie, że scenarzyści bardziej skupili się na nowych postaciach niż na dobrze nam znanych bohaterkach.

W serialu akcja dzieje się dosyć szybko, chociaż nie brakuje typowych zapychaczy czasu. W niektórych scenach miałem wrażenie, jakby były one kompletnie niepotrzebne, albo na siłę przedłużane. Zdarzają się także historie bez większego pomysłu. Jedna z nich dotyczy Caputo, z której na koniec tak naprawdę nic nie wynikało. Można było ją inaczej rozwinąć i pociągnąć, bo zmiany w Caputo były warte oglądania, jednakże zostało to zaprzepaszczone. Podobne wrażenie miałem z historią Lindy, która w 5. sezonie była wraz z więźniarkami podczas buntu, mimo, że nie była za nic skazana. Jej historia została szybko zakończona, a późniejsze wydarzenia z nią związane zazwyczaj nudziły.

W serialu nie spodobał mi się także finał, który w mojej opinii był bardzo słaby. Zakończenie części historii jest, według mnie, kompletnie nie satysfakcjonujące. Nie chcę Wam tutaj spojlerować końcówki, ale dajcie znać w komentarzach czy macie podobne odczucia na temat finałowego odcinka.

Podsumowanie

Orange Is the New Black z pewnością wraca do swoich korzeni. Nie trzyma on poziomu ze swoich początków, ale też poziom nie spadł aż tak bardzo. Są bardzo ciekawe nowe postacie, fajne wątki oraz znakomicie ukazany klimat Maksa. Samo dochodzenie na temat buntu wciąga i pokazuje, że dla tych ludzi nie liczy się prawda a efekty. Gra aktorska stoi w dalszym ciągu na wysokim poziomie, a nowe bohaterki wprowadzają wiele świeżości do serialu. Szkoda tylko, że dużo wątków zniknęło w trakcie, nie zostało dokończonych, a kilka z nich zwyczajnie zostało popsutych. 6. sezon zdecydowanie warto obejrzeć, w szczególności jeśli jesteście fanami poprzednich sezonów. Nie liczcie na wybitny poziom, ale też nastawcie się na konieczność ciurkiem obejrzenia wszystkich odcinków. Serial określiłbym jako dobry, jednakże dla fanów bardzo wciągający.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!