W 2011 sporym sukcesem okazał się reboot serii Planeta Małp. O ile Andy Serkis zyskał sławę rolą Golluma, to tak naprawdę pełnię swego artyzmu pokazał właśnie w produkcji sprzed 3 lat. Pozostaje pytanie, czy tegoroczny sequel dorównuje poprzednikowi.

Od ładnych paru lat WETA z każdym swoim filmem dokonuje ewolucji w dziedzinie efektów wizualnych. Lord of the Rings, King Kong, Avatar, Rise of the Planet of the Apes. Właśnie wczoraj miałem okazję oglądać sequel tej ostatniej produkcji. Muszę przyznać, że ze sporym zainteresowaniem oczekiwałem na seans, gdyż ciekawiło mnie co tym razem zaprezentują nam spece z Nowej Zelandii. Na pewno pod tym względem film nie zawiódł, ale po kolei.

Fabuła Ewolucji Planety Małp – bo taki tytuł nadali polscy tłumacze – toczy się 10 lat po poprzedniej części. W międzyczasie grypa, pochodząca od małp, wybiła 90% ludzkości. Zainteresowanych szczegółami odsyłam na YouTube do cyklu krótkometrażówek, zapełniających lukę między filmami. Przez ten czas, małpy niepodzielnie zaczęły panować w lasach, a niedobitki ludzkości chronią się w resztkach opustoszałych miast. Początek filmu jest niczym dokument wyjęty z National Geographic. Widzowie mają okazję obserwować społeczność małp, zarządzaną przez Ceasara – głównego bohatera cyklu. Te nie tylko mają przy sobie prostą broń, polują, lecz nawet posiadają własny rodzaj szkoły dla swych młodych. Po jakimś czasie, przenosimy się do najbliższej ludzkiej społeczności – San Francisco. Niedobitki cywilizacji Homo Sapiens potrzebują prądu, a ten może im dać tylko obiekt znajdujący się w centrum terenów kontrolowanych przez małpy. Czy i jak uda się dwóm gatunkom dogadać, to już sami musicie obejrzeć. Ja jedynie odniosę się do ogółu scenariusza. Jest on, w moim odczuciu średni. Przede wszystkim film cierpi na syndrom „środkowej części” – nie ma tak do końca wprowadzenia, a nawet jeśli istnieje, to jest ono zbyt krótkie. Główna oś opowieści niby ma za zadanie pokazać jak niewielkie różnice są między ludźmi, a małpami. Tylko, że to się czasem strasznie rozmywa i w późniejszych etapach filmu nie wiadomo o co chodziło. Wadą fabuły jest jej nierównomierność – raz mamy napakowane akcją sceny ataku małp, za chwilę strasznie wiele „przegadanych” minut. To, co warto docenić w tej historii, to fakt jak pokazuje ona ludzi w krzywym, „małpim” zwierciadle. Sporo scen i ujęć jest tak skonstruowanych, że oglądając Ceasara, czy Kobę widzimy tak naprawdę naszych przywódców – tych dobrych i tych złych. Twórcy postawili właśnie na lustrzane odbicia, mamy historię dwóch rodzin – Ceasara i Malcolma. Obaj dbają o przyszłość swojego potomstwa, swoich kobiet i swoich przyjaciół. Obaj, z przymusu, znaleźli się po innych stronach barykady, a jednak starają się znaleźć rozwiązania, które pozwoliłyby zażegnać konflikt. I tak chyba za dużo już napisałem, najlepiej ten film po prostu zobaczyć. Mnie fabuła średnio przekonała, uważam ją za przeciętny element recenzowanej produkcji.

Ceasar_Koba

Zdecydowanie bardzo dobre jest tu aktorstwo. Andy Serkis, czyli Ceasar, to mistrz godny oscarów, co udowadniał już nie raz. Jego bohater posiada osobowość, duszę, a jednocześnie wciąż…jest małpą. Nie trudno zgadnąć, że to właśnie słynny odtwórca Golluma kradnie film. Po piętach depczą mu jednak inni, np. wcielający się w rolę Koby, Toby Kebell, czy aktor odgrywający Blue Eyes, syna Ceasara – Nick Thurston. Po stronie Homo Sapiens, odtwórcy głównych ról mają, stosunkowo, mniej roboty i też słabiej wypadają. Zawodzi Gary Oldman, który ostatnio gra głównie…Gary’ego Oldmana – takie odnoszę wrażenie. Jego kolejnym rolom brakuje jakiejś głębi. Podobnież, nie do końca przekonuje mnie Jason Clarke (Malcolm, główny bohater, obok Ceasara). Jego postać w zasadzie nie ma zbytniego tła.

Co do efektów wizualnych, to te stoją na najwyższym poziomie. Absolutnie, WETA po raz kolejny udowadnia, kto wiedzie prym w produkcjach opartych o vfx. Jaki postęp dokonał się przez trzy lata? Chociażby futra, które wyglądają tutaj jak prawdziwe. Co więcej, ich faktura, wygląd, zmieniają się w zależności czy osobnik jest suchy, czy mokry. Twarze małp i ich oczy, to kolejny element który uległ ewolucji. Jedyne czego im brakuje, to jeszcze lepsza mimika. Jest ona naprawdę dobra i oddaje w pełni gesty aktorów, tylko wciąż czegoś mi tu brakuje. W mojej opinii, mało spostrzegawcze osoby mogłyby się dać nabrać, że to prawdziwe okazy z zoo, a nie postaci wygenerowane komputerowo. Po bliższym przyjrzeniu się, zawsze coś można by poprawić. Cóż, panowie z WETA muszą sobie zostawić coś na kolejne części. Pod względem innych efektów: compositingu, oświetlenia, to wszystko jest w należytym porządku, zwłaszcza sceny ze zrujnowanego miasta. Scenografie bowiem, wbrew pozorom, są w dużej mierze prawdziwe, film kręcono w plenerach i to widać, znacznie pomaga w urzeczywistnieniu opowiadanej historii. Nie jestem w stanie ocenić wersji 3D, gdyż widziałem zwykłą. Nie czułem potrzeby oglądania tej produkcji w okularach.

Koba

Muzyka Michaela Giacchino podkreśla klimat filmu, choć momentami najwyraźniej ustępuje pola postaciom i ich dźwiękom. Tez z kolei są świetnie nagrane, zwłaszcza niedokładne i prostackie formowanie słów w wykonaniu małp. Jedynie, przyczepiłbym się tutaj do dziwnego rozwiązania fabularnego, gdyż raz człekokształtne nie mówią na głos nic, by za chwilę rozmawiać pełnymi zdaniami, brak tu konsekwencji. Tak jakby twórcy trochę chcieli się pochwalić możliwościami technicznymi, zamiast jakoś to fabularnie uściślić.

Podsumowując, film jest zdecydowanym „must-see” dla miłośników techniki filmowej, CGI lub fanów wszystkiego, co robi WETA. Tylko, że same efekty to nie wszystko. Pod względem fabuły, wolałem pierwszą część. Wprawdzie, tutaj źle nie jest, bo wydźwięk wielu scen jest dość głęboki i widać, że Twórcy nie celowali w zrobienie typowego blockbustera. Niestety, chwilami historia jest zbyt monotonna, a czasem wchodzi w niepotrzebną groteskę. Przed aktorami chylę za to czoła, bo dokonują rzeczy wspaniałych, które mam nadzieję w końcu zrewolucjonizują spojrzenie na grę motion-capture. W ogólnym rozrachunku Dawn of the Planet of the Apes otrzymuje notę dobrą.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej