WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Days Gone – pierwsze wrażenia z gry

Days Gone to jeden z niewielu exclusievów szykowanych na ten rok przez własciciela PlayStation. Po zaserwowaniu nam takich hitów jak Spiderman, Detroit: Become Human czy God of War miałem apetyt na więcej. Zresztą, nie oszukujmy się – exclusivy są fajne, a doskonałe exclusivy są jeszcze lepsze. Gdy zatem sadzano mnie przed ogromny telewizor i przekazano pada w rękę mówiąc, że mam trzy godziny zabawy ucieszyłem się jak małe dziecko.

Lubię tematykę nieumarłych. Mimo, iż mocno eksplorowana to cały czas pojawiają się tytuły, które potrafią podejść do tematu zaskakująco lub przynajmniej cholernie grywalnie ( chociażby The last of us, Dying Light).

Days Gone jednak takie nie jest

Gra jest niestety do bólu wtórna. Akcja dzieje się w postapokaliptycznym świecie zdziesiątkowanym przez wirus a naszym zadaniem jest przetrwać. Nawet nie chodzi o ratunek świata, nie mamy tutaj jakiś nad wyraz wielkich, rozbudowanych oczekiwań. Masz przeżyć i tyle. A twoim najbliższym przyjacielem w całej grze będzie… motocykl. Naszym alter ego jest bowiem były członek gangu motocyklowego, niejaki Deacon. Osią całej fabuły jest – a jakże! – utracona miłość.

Days Gone to klasyczna przygodówka – poszukujemy materiałów, z których możemy wytwarzać przedmioty, innym razem walczymy w zwarciu lub jesteśmy atakowani przez pojedynczych zarażonych. Innym razem trzeba podpalić gniazda nieumarłych albo stanąć w czyjejś obronie. Zadania są zróżnicowane i rzeczywiście jest ich sporo na mapie. Przy tym wszystkim musimy dbać o nasz motocykl, który z początku bardzo szybko ulega destrukcji. Wystarczy jedna czy dwie większe hopki by trzeba było zatrzymać się gdzieś na poboczu, by dokonać niezbędnych napraw.

Na samym początku poinformowano nas, że to prawie gotowy kod. Słowo prawie jest tutaj kluczowe – z jednej strony sugeruje, że gra jest blisko ukończenia, z drugiej zawsze pozostaje pewien bufor na ewentualne niedoróbki. Tych w grze podczas ogrywania tytułu na PlayStation 4 Pro było bardzo dużo. Dość powiedzieć, że na trzygodzinny pokaz… trafiłem na 3 blokery w grze, które zmuszały mnie do rozpoczęcia rozgrywki na nowo. To jednak da się szybko poprawić. Gorzej z takimi rzeczami jak praca dźwięku, wpadanie modeli za tekstury czy drobne błędy UI. Liczę, że w ostatnich tygodniach studio mocno nad tym popracuje!

Fabuła ma starczyć na 30 godzin grania. To sporo i wierzę, że tak będzie. Intryga pozwoliła mi się wciągnąć w tematykę i mimo tego, że w grze nie ma ani jednego nowego elementu gamplayowego grało się dość przyjemnie. Żaden mechanizm, element w grze czy rozwiązania fabularne nie wnoszą niczego nowego do świata gier – to po prostu porządna, rzemieślnicza robota. No dobra – studio Bend, które stoi za tym tytułem chyba jako pierwsze zdecydowało się umieścić… dzieci-zombie w grze. Czuję, że z tego względu będzie głośno o tytule.

Oprawa graficzna jest w porządku. Bardzo podoba mi się również cykl dnia i nocy, kiedy to natknąć się można na całe hordy nieumarłych. Jak zwykle, zadbano również o dobrych polskich aktorów głosowych wcielających się w postacie.

Czy czekam?

Cóż, przyznam otwarcie, że te 3 godziny w grze nie dały mi jednoznacznej odpowiedzi. Pierwsze wrażenie jest jednak takie, że dostaniemy bardzo solidnego średniaka z ocenami na poziomie 6-7/10. Czy tak będzie? Trzeba się będzie przekonać już po premierze!