Droneboarding to nowy sport ekstremalny. W tej nowej zabawie śmiałek jeździ na desce snowboardowej trzymając linę ciągniętą przez drona. Wygląda to właściwie jak unowocześniona, bardziej stechnicyzowana, wersja kiteboardingu. Nowy sport powstał w Rosji i nie wiemy jeszcze na ile popularny stanie się w innych krajach.

Na filmie widzimy szalejącego na śniegu pioniera tej dyscypliny uchwyconego na filmie przez własnego ojca. Dziecko ciągnięte z prędkością żwawego żółwia nie wydaje się być może szczególnie przekonujące, jednak, jak słusznie zauważył portal The Verge, “droneboarding potrzebuje większych dronów lub mniejszych ludzi”.

O ile zmniejszanie ludzi może być problemem, to drony skalują się całkiem dobrze. Niedawno opisywaliśmy izraelskiego drona mającego wymiary 620 na 350 centymetrów i rozpędzającego się do prędkości 180 kilimetrów na godzinę. Droneboarding z jego użyciem mógłby stać się źródłem niezapomnianych emocji, bo to prawie jakby jechać na linie ciągniętej przez helikopter.

Choć autor pomysłu i poniższego filmiku odżegnuje się od traktowania droneboardingu poważnie, to przy użyciu odpowiednio dużych dronów pomysł może chwycić. Pewnie trzeba by ze względów praktycznych nieco zmodyfikować koncepcję, na przykład kontroler sterujący dronem integrując w uchwycie. A po tych drobnych poprawkach, to już hulaj dusza.

[źródło i grafika: popsci.com]

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!