Przenoszenie obiektów przez drony ma jedno poważne ograniczenie – latające maszyny nie są w stanie udźwignąć zbyt wiele. Jeżeli więc przy dzisiejszych warunkach mamy korzystać z dostawy dronowej, muszą to być wyjątkowo małe przesyłki. 

Jak łatwo wywnioskować z tytułu, pod tę kategorię łapie się właśnie krew, której zdolność do transportu przez drony wykazał naukowiec uniwersytetu Johns Hopkins – Timothy Amukele. Mężczyzna ten latem obecnego roku współpracował z firmą Flirtey zajmującą się dostawą przez drony, podczas czego udało mu się udowodnić swój argument. Bezzałogowe obiekty latające są zdolne do odebrania próbek krwi i dostarczenia ich na statek szpitalny.

W miejscach, w których dostęp lądowy jest utrudniony, za to woda pozostaje nienaruszona (na przykład w Haiti po trzęsieniu Ziemi), przeprowadzanie badań na krwi przywiezionej przez drona mogłoby trwać znacznie krócej niż w obecnej sytuacji. Ostatnie badania Amukele poszły jednak o krok dalej:

Dla celów badań, nasz zespół naukowców zakupił po sześć jednostek czerwonych krwinek, płytek krwi oraz osocza od Amerykańskiego Czerwonego Krzyża, aby następnie zapakować po dwie-trzy do lodówki, biorąc pod uwagę restrykcje dotyczące transportu dronem. Lodówka była później podczepiona pod komercyjny model S900, w którego wyposażeniu oryginalnie znajduje się uchwyt na kamerę. My zastąpiliśmy go lodówką.

Zespół przeleciał później dronem 13-20 kilometrów na wysokości około stu metrów nad ziemią, co trwało mniej niż pół godziny. Po eksperymencie, naukowcy zbadali temperaturę krwi i stwierdzili, że znajduje się ona na akceptowalnym poziomie, a także próbowano wykazać, czy próbki uległy jakiemukolwiek uszkodzeniu. I ten test zakończył się sukcesem, całkiem więc możliwe, że już wkrótce floty transfuzyjnych dronów będą pokrywać niebo w krajach Trzeciego Świata lub tych dotkniętych różnego rodzaju katastrofami.

źródło: popsci.com | zdjęcie: engadget.com

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!