Ilość przedmiotów możliwych do stworzenia przy pomocy drukarki 3D robi się powoli nieco… przerażająca. Mieliśmy już kilka rodzajów broni palnej, ale najwidoczniej komuś brakowało czegoś bardziej śmiercionośnego.

Konkretniej – wybuchowych zabawek brakowało firmie Raytheon, która zajmuje się produkcją „niebezpiecznych przedmiotów”. Od dłuższego czasu, przedsiębiorstwo to pracowało nad drukowanymi w 3D częściami do pocisków naprowadzających. Sztuka ta, zdaniem inżyniera Jeremy’ego Danfortha udała się jak na razie w 80 procentach.

Może wydawać się to umiarkowanym osiągnięciem, dopóki nie weźmiemy pod uwagę, jak wiele różnych komponentów zawiera taka rakieta. Raytheon jest obecnie zainteresowany cięciem kosztów, co doskonale współgra z technologią drukowania 3D. Korzyści pojawiają się również, jeśli spojrzy się na sprawę z logistycznego punktu widzenia: zawsze można zabrać drukarki na lotniskowiec i na bieżąco konstruować pociski do wyrzutni.

Niestety, jest to póki niespełnione marzenie wszystkich logistyków, ponieważ istnieje kilka części, których drukowanie nie jest jeszcze możliwe – a nawet jeżeli udałoby się wydrukować całą rakietę, wciąż musi ona przejść przez proces dostosowania jej do konkretnych warunków. Nie mamy więc co się martwić zwiększonym natężeniem występowania rakiet na naszych podwórkach. Póki co.

[źródło i zdjęcia: gizmodo.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej