Chmury dymu powstałe w wyniku pożarów lasów w Kanadzie i na Alasce przemierzyły Arktykę w czasie krótszym niż dwa tygodnie.

Animacja wykonana z obrazów satelitarnych NASA pokazuje drogę, jaką przemierzył dym – kanadyjski dryfował na wschód, ten z Alaski – na zachód. Obydwie fale w końcu spotykają się na północ od Islandii. Brązowe obszary na mapie oznaczają wysoką koncentrację aerozoli w powietrzu – niewielkich cząstek, obecnych między innymi w dymie.

W ciągu bez mała tygodnia dym z pożarów na Alasce znalazł się ponad rosyjską Arktyką, a do 11 lipca – nad Skandynawią. Następnie „zawrócił” w kierunku Ameryki i osiągnął okolice Grenlandii. Chmura rozprzestrzeniająca się w kierunku wschodnim dotarła tam kilka dni wcześniej.

dym

Dym był przez większość czasu niewidzialny dla obserwatorów na ziemi – znajdował się bardzo wysoko, ponad chmurami obecnymi na niższych wysokościach. NASA twierdzi, że zjawisko może oznaczać kolejne problemy dla Arktyki – które już narażona jest na problemy ze względu na zmiany klimatu. Według badaczy kosmicznej agencji, aerozole obecne ponad chmurami i innymi jasnymi powierzchniami mogą przyczynić się do ocieplenia. To z kolei może wpłynąć na stabilność atmosfery i okres „życia” chmur.

Obrazy zostały zarejestrowane przy pomocy aparatu Ozone Mapping and Profiler Suite (Zestaw do mapowania i profilowania ozonu) zamontowanego na działającym od 2011 roku satelicie Suomi NPP.

[źródło i grafika: gizmodo.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!