CEO Uber France Thibaud Simphal i GM (General Manager) Uber Europe Pierre-Dimitri Gore-Coty zostali zatrzymani przez paryską policję. Śledztwo w sprawie Ubera rozpoczęło się w listopadzie zeszłego roku, biura firmy zostały przeszukane w marcu.

Po wydarzeniach zeszłego czwartku, wszyscy domyślamy się jakie zarzuty postawiono dyrektorom kontrowersyjnego przedsiębiorstwa – oczywiście chodzi o prowadzenie nielegalnej korporacji taksówkowej. Firmę oskarżono również o ukrywanie danych. Francuscy audytorzy, pomimo marcowej rewizji, nie mogą „doszukać się” niektórych dokumentów.

To nie pierwszy rozdział kłopotów prawnych firmy z San Francisco. Już w 2010 roku, rok po założeniu przedsiębiorstwa, naciski amerykańskich taksówkarzy sprawiły, że przewoźnik musiał zmienić nazwę z „UberCab” na ikoniczne dziś „Uber” (mniej znającym jankeski dialekt przypominamy, że za oceanem „Cab” oznacza taksówkę). W Europie legalność usług Ubera była kwestionowana już wcześniej. Nie tylko przez sądy francuskie, ale również belgijskie, holenderskie i niemieckie.

Każdy, kto choć trochę orientuje się w temacie jest w stanie wskazać główną przyczynę problemów prawnych korporacji. Wszędzie, gdzie rozpoczyna działalność, jest oskarżana o nieuczciwą konkurencję. Taksówkarze muszą spełniać rygorystyczne wymagania i kupować horrendalnie drogie licencje, kierowcą Ubera zaś może zostać każdy, kto spełnia podstawowe kwalifikacje i posiada odpowiedni samochód.

Co więcej, zainteresowanie może budzić stosunek Ubera do kar finansowych, które co jakiś czas nakładane są na – pozbawionych licencji taksówkarskich – kierowców. Gdy któryś z nich dostanie mandat, firma grzecznie pokrywa wszystkie koszta, a współpracujący z Uberem szofer jeździ sobie dalej.

Czwartkowy protest paryskich taksówkarzy przeciwko usłudze UberPOP szybko przerodził się w zamieszki. Na ulicach płonęły opony, związani z Uberem przewoźnicy i ich klienci byli przetrzymywani. Taksówkarze podpalali i wywracali samochody „nielegalnej konkurencji”, podróżni pieszo przemierzali drogi szybkiego ruchu prowadzące do paryskich lotnisk i dworców.

CIVDz8mWcAAeB7l

Mimo wszystko, zatrzymani dyrektorzy Ubera prawdopodobnie mogą spać spokojnie (oczywiście jeżeli łóżka paryskich aresztów są dla nich dostatecznie wygodne). Jak podkreślają rzecznicy korporacji, żaden francuski sąd nie uznał usługi UberPOP za stricte nielegalną. Oznacza to, że w areszcie spędzą co najwyżej kilka dni (lub nawet – godzin).

Być może mamy do czynienia z pewnym pojednawczym „gestem” francuskiej władzy wykonawczej wobec taksówkarzy. Jak pisaliśmy w czwartek, przedstawiciele związków taksówkarskich negatywnie ustosunkowali się do zaproszenia na rozmowy wystosowanego przez francuskiego premiera, twierdząc że rozmów z rządem mają dość.

[źródło i grafika: techcrunch.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!