Głęboko w Uniwersytecie w Waszyngtonie jest wydział zajmujący się naukowym spojrzeniem na gry oraz ich tworzenie. Fundowany jest on głównie przez DARPA. Same produkcje są pisane dla dzieci i to one je testują. Tylko po co?

Zacznijmy najpierw od tego czym jest sama DARPA. To Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności będąca częścią rządu Stanów Zjednoczonych. Tamtejsi naukowcy wyłaniają potencjał militarny z różnych technologii. Nawet takie proste tytuły edukacyjne mają dla nich drugie dno. Tak naprawdę przy ich okazji testują możliwości adaptacyjnej, sztucznej inteligencji, którą potem można zaimplementować w wojskowych treningach. Dzięki narzędziom sprzyjającym nabywaniu wiedzy oraz chęciom wielu uczniów, deweloperzy są w stanie zobaczyć, czy gra ma umiejętności adaptacyjne do nauczania w różnych sytuacjach. Przy testach skupiają się na sprawdzaniu jak SI jest w stanie zmienić swój poziom edukacji, co później może być użyte w życiu realnym, niekoniecznie w sprawach Departamentu Obrony.

Każda, nawet najprostsza gra, ma jakieś drugie dno. W tym przypadku mamy proste produkcje edukacyjne, służące potwierdzeniu badań naukowców w sprawach sztucznej inteligencji. Tutejszy przykład fajnie można byłoby zastosować w szkołach, gdzie program byłby sam w stanie dostosować się do ucznia i nauczyć go potrzebnych rzeczy w odpowiedni dla niego sposób. Chociaż te testy mają głównie zastosowania militarne, to i tak wnoszą coś ciekawego do innych sfer życia. Być może ich wyniki przyczynią się do zmian w naszym otoczeniu. Kto wie?

[engadget.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!