W nocy z 2 na 3 i prawdopodobnie ponownie z 3 na 4 listopada Słońce zgotuje nam pokaz zorzy polarnej. Zorze rzadko są widoczne na naszych szerokościach geograficznych, zwykle pojawiają się znacznie dalej na północy. Możliwość obserwacji tego pięknego zjawiska również w Polsce zawdzięczamy silnemu wiatrowi słonecznemu.

Zorza polarna powstaje dzięki świeceniu atomów w jonosferze wzbudzonych przez cząstki wiatru słonecznego złapane przez magnetosferę Ziemi. Im silniejszy wiatr słoneczny (czyli zawiera więcej cząstek i są one mocniej rozpędzone), tym silniejsza i dalej od biegunów widoczna zorza. Za obecne nasilenie zjawiska odpowiada duża dziura koronalna, która wypluwa w kierunku Ziemi silny strumień wiatru słonecznego.

Co ciekawe, jest to dokładnie ta sama dziura, która odpowiadała za zorze widoczne 7 i 8 października. Od tego czasu Słońca zdążyło wykonać pełny obrót i znowu wycelować w naszym kierunku fontannę naładowanych cząstek. Dziury koronalne to ciemniejsze fragmenty korony, czyli górnej warstwy atmosfery Słońca. Powstają w miejscach, w których linie pola magnetycznego gwiazdy nie tworzą ciasnych pętli, ale „otwierają się” na przestrzeń kosmiczną, pozwalając na ucieczkę obłoków plazmy tworzących wiatr słoneczny.

Za dzisiejsze zorze, poza dziurą koronalną, odpowiada także przejście Ziemi przez płaszczyznę wiatru słonecznego regularnie emitowanego ze Słońca z powodu jego ruchu obrotowego. Oba te zjawiska samodzielnie mogą powodować powstawanie zorzy a ich kumulacja ma szansę dać szczególnie spektakularne efekty. Jak jednakże podkreślają astronomowie, chociaż wiatr słoneczny uderzający w naszą atmosferę jest silniejszy niż zwykle, to znajdującym się na Ziemi urządzeniom elektronicznym nic nie grozi.

[źródło i grafika: discovery.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!