Mimo dążeń naukowców do zwiększenia ilości ozonu w atmosferze, jego ilość nad Antarktyką ciągle spada. Okazuje się, że może być za to odpowiedzialny czterochlorek węgla… którego emisja w ogóle nie powinna występować.

Używanie wspomnianego związku chemicznego zostało zredukowane do minimum ze względu na jego niekorzystny wpływ na cząsteczki ozonu oraz rakotwórcze działanie. Przypuszcza się, że rocznie do atmosfery dostaje się około 39 kiloton czterochlorku węgla. Powstaje pytanie: kto emituje tę szkodliwą substancję?

Do tej pory badacze zakładali, iż przy zmniejszonej emisji, ilość CCl4 w atmosferze będzie maleć o 4% rocznie. Liczba okazała się zdecydowanie zawyżona, bo w rzeczywistości jest to około 1%. Co więcej, substancja rozkłada się o 40% wolniej niż wcześniej zakładano. Jednak największym problemem jest to, skąd wydziela się czterochlorek węgla. Teoretycznie został on wycofany z przemysłowego użycia – wcześniej stosowano go m.in. jako środek gaśniczy.

Dziura ozonowa stanowi niebezpieczeństwo dla organizmów żywych z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, brak ozonu w stratosferze prowadzi do wzrostu promieniowania ultrafioletowego, odpowiedzialnego za zmiany nowotworowe u ludzi i zwierząt. Dodatkowo przypuszcza się, iż jedno z „wielkich wymierań gatunków” było spowodowane właśnie całkowitym zniszczeniem warstwy ozonowej.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!