Możliwości hakerów zaczynają mnie już przerażać. Wystarczy, że wpuścisz na swój sprzęt jakiś skromny plik i w moment pozbywasz się wszystkich swoich haseł. W tutejszym przypadku tym magicznym pliczkiem jest ebook, a celem konto Amazon.

Każdy internauta ma tę zasadę, żeby nie klikać w dziwny plik, bo na jakieś 70% kryje się w nim wirus, który albo zniszczy nam system, albo wykradnie z niego bardzo ważne dla nas dane. To kwestia luk w zabezpieczeniach i sprytnie napisanych skryptów. Okazuje się, że przeglądanie sieci na komputerze niesie ze sobą równie wiele zagrożeń, co czytanie książek na czytniku ebooków od Amazona – Kindle.

Teraz jeżeli pobieracie książkę na swojego Kindle z mniej legalnych stron, to miejcie oczy szeroko otwarte. Być może gdzieś w niej siedzi prosty skrypt, który wykradnie dane z zakładek odpowiedzialnych za przechowywanie danych o Waszym koncie Amazon. W momencie kiedy urządzenie sprawdza strony, to skrypt zaczyna czytać ważne pliki cookie i złośliwie je modyfikuje. A potem wystarczy, że spróbujecie ponownie dostać się do swojego konta i może się okazać, że ktoś zdążył już sobie w nim pogrzebać, albo w ogóle je sobie nielegalnie przywłaszczył.

Jednak każdy kto kupuje książki z oficjalnego sklepu, powinien czuć się bezpieczniej. Amazon w końcu sprawdza książki jakie do niego wpadają. Jak już wspomniałem w poprzednim akapicie – narażone najbardziej są osoby, które ściągają robione w domu ebooki, albo te z nielegalnych źródeł. Cała reszta powinna czuć się bezpiecznie. Ich książka nie obróci się przeciw nim.

[źródło: techcrunch.com, zdjęcie: simoncpage.co.uk]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!