Rok 2018 nie należy do najbardziej udanych dla Koreańczyków. Seria Galaxy S ewidentnie odnotowuje gorszą sprzedaż niż u poprzednika, a sama korporacja jest coraz mocniej nadgryzana przez chińskiego Huaweia. Konsumentom ewidentnie nie przypadły kosmetyczne zmiany nowej odmiany flagowca.


Jestem w stanie ich zrozumieć. Moja małżonka jest szczęśliwą posiadaczką Galaxy S8 i gdybym ja nie potrzebował nowego telefonu – prawdopodobnie nigdy nie kupilibyśmy S9 plus. A i na niego zdecydowałem się tylko dlatego, że była 24-godzinna przecena o 1000 zł. W codziennym użytkowaniu nie ma żadnej różnicy między S8 a S9, a skoro nie ma, to po co przepłacać?

W trakcie premiery Galaxy Note 9 miałem niestety podobne odczucia.

W pierwszej chwili jednak odniosłem wrażenie, że otrzymaliśmy ubiegłoroczny model do zabawy, by za chwilę otrzymać zupełnie nowe słuchawki. Wiecie, taki myk psychologiczny, by podbić wrażenia. Niestety nie. Pamiętacie memy, które krążyły przy okazji premiery iPhone 4S? Mam wrażenie, że czeka nas powtórka z rozrywki. Z przodu wyświetlacz urósł o 0,1” więc na pierwszy rzut oka – zmiana niezauważalna. Od tyłu nowy model różni się od starego wyłącznie przeniesieniem czytnika papilarnego pod soczewki aparatu. I to tyle wizualnych zmian. Note oferowany będzie w 4 kolorach: Midnight black (fortepianowa czerń), ocean blue (zwany Samsungowym niebieskim), lavender purple (fioletowy) i metallic copper (nazwałem to: miedź o poranku). Żeby wybór nie był zbyt oczywisty, zmienia się tutaj kwestia rysików. I teraz słuchajcie uważnie bo z rysikami jest jak z ofertą Galaxy. Prosta i przejrzysta. ;)

W Midnight Black rysik jest cały czarny – łącznie z jego „pisarską” końcówką. Za to w Ocean Blue rysik jest… żółty z białą końcówką. Z kolei Lavender Purple i Metallic copper mają rysiki w kolorze obudów, ale z białymi końcówkami. Kolor rysika również przekłada się na kolor domyślnego „atramentu” na ekranie, zatem Lavender Purple pisze w kolorze fioletowym, Metallic Copper w miedzianym, Ocean Blue w żółtym a Midnight Black w białym. Logiczne, prawda?

Przedstawiciele firmy dwoili się i troili, by przedstawić nam nowe możliwości flagowej słuchawki. Miałem jednak nieodparte wrażenie, że sami nie do końca wierzyli w to, co mówią. Wyobraźcie sobie sytuację, gdzie oglądam prezentację nowego wcielenia biznesowego telefonu, a wśród nowości wymieniane jest… animacja w serduszka i EmoiAR z Frozen. A do nowych bajerów doszły również wąsy i broda. Wow.

Nie czuje się oderwany od rynku. Zdaję sobie sprawę, że posiadaczami Note’a nie jest dziś wyłącznie wyimaginowany pan Grey, który porusza się swoim Audi R8, ale coraz częściej (a może przede wszystkim?) zwykły Kowalski i jego dorastające latorośle. I kierunek pod nich jest w nowej odsłonie serii bardzo widoczny.

Nowości

Zdecydowana część nowości kręci się jednak wokół rysika. Zgodnie z przeciekami, potrafi on ciut więcej, wyposażony w moduł BT, jednak nie jest on wyposażony w baterię a w superkondensator. Wystarczy włożyć go na 2-3 minuty do obudowy telefonu, by naładował się on na 30 minut pracy lub ok. 200 kliknięć przyciskiem. Spełnia on również standard IP68, zatem bez obaw można notować nim podczas jesiennej mżawki. I tak jego możliwości można wykorzystać np. w celu robienia zdjęć selfie, gdy służy nam jako wyzwalacz migawki. Możemy sterować nim również odtwarzaczem muzycznym czy wykorzystywać jako pilot w prezentacjach multimedialnych. Pod względem oprogramowania zmiany zaszły w aplikacji notatnika. Doszło trochę nowych kolorowanek, można też w nich wykorzystywać zdjęcie jako tło. Aplikacja aparatu jest ciut mądrzejsza względem choćby S9 plus i teraz prócz brudnego obiektywu wykrywa również zamknięte oczy, czy za obiektem jest źródło światła, czy też zdjęcie nie wyszło poruszone.

Osobny akapit zasługuje jedno z najciekawszych rozwiązań, czyli Dex. W Note 9 nie potrzeba już stacji dokującej, by przemienić telefon w pełnoprawny komputer. Wystarczy do tego zwykła przelotka MHL. W ten sposób możemy pracować na 4 aplikacjach jednocześnie. Jeśli jednak potrzebujemy więcej – wówczas trzeba pamiętać o spakowaniu Dexa. Ma to zapobiegać nadmiernemu przegrzewaniu się telefonu. Rozwiązanie działa bardzo satysfakcjonująco i jeśli ktoś miał z nim do czynienia – to powinien być zadowolony.

Hardware.

Cóż, tutaj tradycyjnie Note jest klasą samą w sobie. Na rynek trafiają dwie, delikatnie różniące się od siebie wersje. Jedna to 6GB RAM i 128GB pamięci na dane a druga – znacznie trudniej dostępna – 8GB ram i 512GB pamięci na dane. Urosła również bateria, która teraz wynosi 4000 Mha. Można zatem wierzyć, że czas pracy na baterii się wydłuży. Czy tak jest rzeczywiście? Trzeba będzie się przekonać podczas dłuższego testu. Reszta specyfikacji jest nam raczej dobrze znana. Czytnik linii papilarnych, jak również cały moduł aparatu jest tym z Galaxy S9 plus łącznie z wykorzystaniem głośnika stereo AKG z certyfikatem Dolby Atmos.

 

Kogel mogel Note’a

Przed premierą po sieci krążyły plotki, w których twierdzono, że Samsung ma zamiar zabić serię Note w przyszłym roku. Patrząc na listę zmian i nowości w tegorocznym modelu, trudno nie odnieść wrażenia, że Koreańczycy na serię zwyczajnie nie mają pomysłu. Z jednej strony mają ikonę biznesowych telefonów. Z drugiej strony dorzucane są w dużej mierze funkcje i dodatki kierowane raczej do młodzieży. A suma wszystkich pomysłów jest na tyle niewielka, że trudno uzasadnić już dziś wymianę słuchawki. Odnoszę wrażenie, że taniej dla każdego z nas by było, gdyby nowy rysik był dostępny w samodzielnej sprzedaży. Resztę funkcji dostarczyć można zwykłą aktualizacją oprogramowania. Nie ma tu nic, co jest w jakikolwiek sposób zależne od sprzętu.

I z tej sytuacji włodarze firmy zdają sobie sprawę, bo przed sprzedażową promocję kierują właśnie przede wszystkim do posiadaczy notatników. I tak nie możemy liczyć na żadne słuchawki, telewizory czy jakiekolwiek gadżety a ponownie na odkup starego urządzenia (gwarantowane 400zł). A jeśli jesteś posiadaczem starego notatnika (może być nawet pierwszej generacji), to Samsung ci da za niego dodatkowe, ekstra 400zł. I to tyle. Wśród nowości pojawiła się również znana z przecieków podwójna, bezprzewodowa ładowarka. W ten sposób można ładować jednocześnie telefon (Supercharger) i np. drugi telefon lub opaskę. Ta druga jest już klasyczna, o normalnej prędkości ładowania.

Jak telefon sprawdza się w praktyce? Na to pytanie pozostaje mi jeszcze odpowiedzieć. Tych parędziesiąt minut spędzonych z telefonem to za krótko by móc o nim napisać coś więcej. Jak na razie, tegoroczna oferta mnie nie porwała.

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!