WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Bez kategorii

Google testuje algorytm liczący kalorie na naszych zdjęciach z jedzeniem

To, że Google jest zainteresowane sztuczną inteligencją nie zaskakuje nikogo, ostatecznie sama wyszukiwarka wykorzystuje pewne wzory zachowań które można przypisać prymitywnej AI. Firma chce się rozwijać dalej w tym kierunku, czego dowodem jest np. przejęcie DeepMind w roku 2014. Wiele błyskotliwych umysłów w GooglePlex pracuje tam np. nad samoprowadzącymi się autami, czy też dronami mającymi dostarczać pocztę. Inną dziedziną życia którą są zainteresowani eksperci jest… jedzenie.

W tym tygodniu, na specjalnym bostońskim evencie dotyczącym AI, Rework Deep Learning Summit, badacz z Google Search, Kevin Murphy, zaprezentował projekt skomplikowanego algorytmu, analizującego zdjęcia przedstawiające posiłki i liczącego ile każda z potraw zawiera kalorii. System o nazwie Im2Calories na prezentacji „obejrzał sobie” zdjęcie i wykrył na nim dwa jajka, dwa naleśniki i trzy paski bekonu. Jako, że nie są to zbyt dokładne informacje, zanalizowane potem zostały rozmiary każdego z elementów potrawy, Im2Calories porównał je do wielkości talerza, po czym uwzględnił ewentualne przyprawy i wydał „werdykt”.

Jak twierdzi Murphy, celem programu nie jest sprawienie, by użytkownik poczuł wstyd ze względu na zbyt duże obżarstwo (chociaż według mnie niektórym osobom takie uczucie wyszłoby na dobre), głównym celem jest raczej pomoc w prowadzenie „dziennika kalorii”, który pozwoli na wygodniejszą analizę i ewentualną zmianę swoich nawyków żywieniowych. Co prawda daleka jeszcze droga do tego by algorytm działał idealnie, na pewno nie raz zdarzy mu się pomylić różne typy jedzenia, lecz jego zaletą ma być umiejętność uczenia się i aktualizowania gromadzonych informacji. Musi taki być, bo przecież nikt nie będzie przebudowywał ręcznie systemu na podstawie kolejnych obrazów potraw…

Podajmy przykład. W bazie danych będzie znajdować się z początku pewna ilość zdjęć hamburgerów. M2Calories, analizując wrzucane przez użytkowników fotki i porównując je ze swoimi „zbiorami”, z pewną dozą pewności założy, że to co widzi to też hamburger. Jeśli pewność ta będzie wystarczająco wysoka, obserwowane zdjęcie wzbogaci wspomnianą bazę danych, o ułamek procenta zwiększając umiejętności programu do rozpoznawania konkretnego typu jedzenia, w tym przypadku – hamburgera. Dzięki temu poprzez kolejne analizy system stanie się coraz lepszy, podając wyliczenia z coraz większą trafnością.

Nie wiadomo jeszcze kiedy Google umożliwi powszechne korzystanie z algorytmu, lecz miejmy nadzieję że nastąpi to szybko – w Ameryce plaga obżarstwa i otyłości jest wciąż jednym z największych problemów cywilizacyjnych. U nas moda na jedzenie bez opamiętania nie rozpowszechniła się jeszcze aż tak bardzo, lecz wraz z rozwojem różnego rodzaju sieci fast-foodów i wysypem barów ze śmieciowym jedzeniem, szybko w tej dziedzinie gonimy Wielkiego Brata.

[źródło: popsci.com, zdjęcie: irispulga.com]