Odkąd zdaliśmy sobie sprawę z tego, że Ziemia nie jest pępkiem wszechświata i że nasze Słońce jest tylko jedną z miliardów gwiazd w Drodze Mlecznej, a nasza galaktyka jest jedną z setek miliardów galaktyk we wszechświecie (a właściwie: w tej części wszechświata, którą widzimy), rozglądamy się za podobnym nam inteligentnym życiem zamieszkującym systemy planetarne wokół innych gwiazd.

Staramy się szukać śladów pozaziemskiego życia nasłuchując jakichkolwiek sygnałów mogących pochodzić od obcych cywilizacji. W wypełnionym próżnią wszechświecie oznacza to obserwowanie fal elektromagnetycznych. O ile emisja fal elektromagnetycznych będąca skutkiem ubocznym istnienia cywilizacji może być trudna do wykrycia (np.: w kosmos uciekają nasze fale radiowe, ale zanim dotrą do najbliższej gwiazdy, będą już niemal niezauważalne), to liczymy na to, że jakaś wyjątkowo odważna cywilizacja postanowi w końcu ogłosić we wszechświecie swoje istnienie. Wykrywaniu sygnałów pochodzących od takich cywilizacji służy na przykład program SETI.

Trudno jednak jednocześnie nasłuchiwać sygnałów ze wszystkich stron. Łatwiej skupić swoje wysiłki na tych fragmentach nieba, które szczególnie sprzyjają powstawaniu życia i jednocześnie nie są od nas zbyt oddalone. Od razu najlepiej odrzucić przy tym pomysły obserwacji najbardziej nieprzyjaznych dla życia miejsc, takich jak gromady kuliste.

Tak przynajmniej myślano jeszcze do niedawna. Gromady kuliste, czyli (występujące również w naszej galaktyce) gęste skupiska gwiazd uważano za miejsca kompletnie nie nadające się do zamieszkania. Ogromne zagęszczenie gwiazd, jak sądzono, sprawia, że często przelatują one na tyle blisko siebie, że zaburzają orbity krążących wokół nich planet, doprowadzając do wyrzucania planet z systemu planetarnego w zimną pustkę kosmosu. Kolejną przeszkodą mającą uniemożliwiać powstawanie życia w gromadach kulistych jest ich duży wiek. Większość znajdujących się w nich gwiazd i okrążających je planet powstało kiedy wszechświat był znacznie uboższy w cięższe pierwiastki niż w czasie w którym powstawała Ziemia.

Okazuje się jednak, że obawy były nieuzasadnione. Większość planet w gromadach kulistych okrąża swoje gwiazdy po na tyle ciasnych orbitach, że nie powinien im być straszny wpływ grawitacyjny innych ciał niebieskich. Do tego z najnowszych badań wynika, że – paradoksalnie – od występowania w układzie cięższych pierwiastków zależy bardziej pojawienie się w nim gazowych olbrzymów, takich jak Jowisz, natomiast planety skaliste, podobne do Ziemi, mogą powstawać łatwo również w układach planetarnych uboższych w cięższe pierwiastki.

Łatwość powstawania planet skalistych i stabilność ich orbit w gromadach kulistych to nie wszystko. Większość znajdujących się tam planet, to czerwone karły. Oznacza to, że planety okrążające je po ciasnych orbitach mogą wciąż znajdować się w ich ekosferze. Co więcej – życie powstałe wokół tych starych gwiazd miało ogromną ilość czasu na wyewoluowanie w kierunku inteligencji. Gdyby tego było mało, gwiazdy w gromadach kulistych są położone znacznie bliżej siebie niż te znajdujące się w naszym najbliższym sąsiedztwie. Oznacza to w praktyce, że inteligentna cywilizacja powstała wokół jednej z nich, mogłaby łatwiej skolonizować swoje sąsiedztwo. Dlatego, wbrew temu co wcześniej uważano, to właśnie na gromady kuliste powinniśmy spoglądać poszukując śladów inteligentnego życia.

[źródło i grafika: gizmodo.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!