George Hotz jest postacią doskonale znaną w środowisku osób zajmujących się łamaniem zabezpieczeń. Hotz zyskał sławę po tym, kiedy kilka lat temu jako pierwszy opracował metodę pozwalającą na zdjęcie sim-locka (amerykańskiej sieci AT&T) z iPhone’a. Od tego czasu absolutnie nie próżnował – udało mu się również złamać zabezpieczenia konsoli PlayStation 3.

O ile stosunkowo łatwo jest, dysponując fachową wiedzą i olejem w głowie, znaleźć niedociągnięcia w dziełach innych ludzi, to znacznie trudniej jest samemu coś stworzyć. Hotz potrafi jednak także budować – w 2004 i 2007 roku jego projekty zostały docenione na Intel International Science and Engineering Fair. Swoje możliwości kreacyjne postanowił zaprezentować budując autonomiczny samochód.

Do przerobienia na samosterujące auto Amerykanin wybrał Acurę ILX. Marka Acura nie jest zbyt dobrze znana w Polsce, za to w USA jest popularnym „high endowym” odpowiednikiem Hondy (jak Audi dla VW albo Lexus dla Toyoty). ILX to taka „wypasiona” Honda Civic, którą Hotz postanowił „wypaść” jeszcze bardziej.

Haker, poza wykorzystaniem systemów zamontowanych już w samochodzie, zainstalował na nim także LIDAR, czyli znany od dawna i wykorzystywany w budowie autonomicznych samochodów system, który działa podobnie do radaru czy sonaru, jednak zamiast fal radiowych czy dźwiękowych używa do stworzenia obrazu otoczenia światło emitowane przez szybko obracający się laser.

Komputer sterujący samochodem Amerykanin zamontował w miejscu schowka naprzeciwko siedzenia pasażera. Domowej roboty autopilot komunikuje się z kierowcą za pomocą 21,5-calowego monitora zamontowanego na panelu środkowym. George Hotz chętnie się chwali, że to więcej niż wynosi przekątna i tak pokaźnego centralnego ekranu w Tesli Model S, jednak warto pamiętać o tym, że ekran w seryjnej Tesli jest bardziej wszechstronny – nie wyświetla wyłącznie informacji od autopilota, lecz służy właściwie jako centrum sterowania wszystkimi funkcjami samochodu, podczas kiedy wielgachny ekran w aucie Hotza informuje o parametrach istotnych z punktu widzenia developera, a nie szeregowego użytkownika.

Okazuje się, że system zbudowany naprędce przez jednego obytego w tematyce komputerowej entuzjastę, jest w stanie z powodzeniem prowadzić samochód po autostradach. Algorytm prowadzący samochód nie został przy tym zawczasu zaprogramowany w jaki sposób należy jeździć – uczył się jazdy obserwując przez kilka godzin ludzkiego kierowcę.

Chociaż obecnie system wymaga użycia LIDARu, jego autor uważa, że w niedalekiej przyszłości uda się go zastąpić zestawem kilku kamer i oprogramowania służącego do rozpoznawania obrazu. Jak twierdzi Hotz, pakiet pozwalający zamienić zwykły samochód w pojazd w pełni autonomiczny, niedługo powinien kosztować około tysiąca dolarów.

Hotz, próbujący rozkręcić swój biznes, chętnie krytykuje Teslę, która udostępniła niedawno poprawkę do oprogramowania Modelu S umożliwiającą automatyczne prowadzenie samochodu na autostradach i drogach szybkiego ruchu. Firma Elona Muska nie pozostaje mu dłużna, oświadczając, że o ile łatwo jest, nawet dysponując bardzo ograniczonym budżetem, zaprojektować system, który dowiezie nas szczęśliwie do celu w 99% przypadków, to dobrnięcie do akceptowalnej skuteczności, czyli kilku dziewiątek po przecinku za 99%, wciąż pozostaje poza zasięgiem małych projektów, takich jak ten firmowany przez Hotza.

Przy całych tych przepychankach warto pamiętać o tym, że inne firmy w pracach nad autonomicznymi pojazdami są znacznie bardziej zaawansowane niż Tesla. Brzydkie, ale jak najbardziej działające, autonomiczne auta od Google jeżdżą już w ramach testów od jakiegoś czasu po amerykańskich miastach i miasteczkach docierając we właściwym czasie we właściwe miejsce.  Nie powodują przy tym wypadków ani nawet najmniejszych stłuczek.

[źródło i grafika: jalopnik.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej