Gdy w wyniku ataku hakerskiego na zasoby urzędu zarządzającego korpusem cywilnym Stanów Zjednoczonych (United States Office of Personnel Management) skradziono dane osobowe ponad czterech milionów amerykańskich urzędników, wydawało się, że wyciek nastąpił w wyniku krótkotrwałego przejęcia kontroli nad jednym z komputerów sieci. Jak się jednak okazuje, hakerzy byli znacznie bardziej zuchwali.

Nowe informacje sugerują, że zabezpieczenia systemu komputerowego poświadczeń bezpieczeństwa – różniącego się nieznacznie od typowej bazy danych osobowych – były złamane już w czerwcu… 2014. Oznacza to, że hakerzy mieli dostęp do poufnych informacji już rok temu, a włamanie pozostało niewykryte przez przynajmniej cztery miesiące. Informacja została potwierdzona przez Stewarta Bakera, byłego Dyrektora ds, prawnych NSA. Co więcej, istnieją wiarygodne przesłanki, że ataku dokonano z Chińskiej Republiki Ludowej. Jeśli okazałoby się prawdą, że w sprawę zamieszany jest rząd Chin, dane amerykańskich pracowników federalnych weszłyby do grona najbardziej poufnych informacji, jakie kiedykolwiek udało się zdobyć hakerom na żołdzie obcego państwa.

Jak w innych przypadkach sponsorowania przez państwo przestępczości zorganizowanej, jest mało prawdopodobne, by strona chińska przyznała się do winy. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że Chińczycy nie stronią od szkolenia i utrzymywania hakerów. Niemniej, ze względu na niebezpośredni charakter procederu, chiński rząd może wyprzeć się udziału w ataku.

[źródło i grafika: www.eteknix.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej