Polska branża gier z każdym kolejnym rokiem rośnie w siłę. Dowodem są nie tylko szacunkowe dochody z tytułu sprzedaży i dystrybucji gier, ale także ilość utalentowanych twórców promujących rodzimy sektor rozrywkowy. W ten nurt zdecydowanie wpisuje się studio Flying Wild Hog, które już za kilka dni zaprezentuje światu Shadow Warrior 2. My zaś przyglądamy się ich pierwszej grze, czyli Hard Reset w odświeżonej wersji.

Jeśli nie znacie warszawskiego studia z wieprzem, jako logo, i nie słyszeliście o Hard Reset, to podejrzewam, że ostatnie kilka lat spędziliście pod jakimś kamieniem, bowiem zaraz obok CD Projekt RED i Techlandu, Flying Wild Hog jawi się, jako naprawdę obiecujący zespół, który szybko dogodni zagranicznych tuzów branży. Firmę założyli byli członkowie wspomnianych „Redów”, wrocławskiego Techlandu czy niegdyś mocno zasłużonego studia People Can Fly. Aby zaistnieć w świadomości graczy musieli poczynić dwa kroki – stworzyć własną, oryginalną grę oraz podjąć decyzję, czy zmontują ją na znanym już silniku czy może na autorskim kodzie.

Preludium zmian

Tak powstał Hard Reset, który swoją premierę miał bodajże we wrześniu 2011 roku, zaraz po innej wyczesanej rodzimej strzelance Bulletstorm. Obie gry były bardzo do siebie podobne, albowiem po latach posuchy w temacie strzelanek SF, gdzie od 2005 roku i premiery Quake 4 platforma PC nie uświadczyła niczego konkretnego w tym temacie, a rynek wciąż atakowały kolejne kalki Call of Duty, Polacy postanowili wyjść naprzeciw oczekiwaniom graczy wracając do korzeni gatunku. Hard Reset to w swej koncepcji i mechanice rozgrywki typowy old schoolowy shooter, z prawdziwie dopieszczoną grafiką renderowaną przez autorski silnik graficzny, mogący spokojnie konkurować z najbardziej rozchwytywanymi technologiami na rynku.

hard_reset_redux_01

Mimo ogólnej dość mocnej krytyki polskich mediów branżowych, wytykających nieścisłości fabularne, czerstwy scenariusz czy piętrzące się problemy techniczne, to jednak Hard Reset został ciepło przyjęty, szczególnie na zachodzie, otwierając twórcom wrota do przyszłej kariery. Światowe media, jak i gracze jasno stwierdzili, iż w końcu otrzymaliśmy dobrą, szybką i pomysłową strzelankę, broniącą się przede wszystkim nieziemskim klimatem. Generalnie dla wszystkich fanów gatunku cyberpunk Hard Reset był niczym ziemia obiecana.

Ludzie przeciw maszynom

Fabuła gry jest zasadniczo prosta, odwołując się do dość klasycznych motywów filmowo-literackich. Przed nami Europa XXV wieku, gdzie ziemię pokrywają gigantyczne metropolie, a poza ich granicami dominują bezludne pustkowia należące do maszyn. Naturalnie między ludźmi i robotami panuje konflikt, gdzie ta druga strona chce położyć łapska na „Sanktuarium” – cyfrowej bazie osobowości milionów mieszkańców miasta Bezoar. Dążą do tego, albowiem pomoże im to przekroczyć ograniczenia Sztucznej Inteligencji, przechodząc tak na wyższy poziom ewolucji, a wtedy jak się domyślacie ludzkość będzie w prawdziwych opałach.

hard_reset_redux_02

Wcielamy się w postać żołnierza służb CLN, powołanych do obrony wspominanego Sanktuarium. Fletcher – bo tak mu na imię – jest cynicznym żołdakiem niestroniącym od butelki wódki, ale jest dobry w tym co robi, czyli rozwiązywaniu naglących problemów. Jako pierwszy zostaje wysłany do sektora, w którym maszyny dokonały wyłomu siejąc spustoszenie wśród ludności cywilnej. Od teraz naszym celem jest odnalezienie odpowiedzialnych za tą katastrofę, doprowadzenie ich przed oblicze sprawiedliwości w trybie natychmiastowym, a przy okazji wybić zastępy zmechanizowanych wrogów.

Stare i nowe

Jednym z problemów Hard Reset była nie długość samej gry, a sposób w jaki się kończyła. Po niespełna 8h zabawy stawaliśmy oko w oko z maszyną wielkości wieżowca, by następnie położyć giganta trupem. Prowadzona narracja dawało jasno do myślenia, że to dopiero początek naszej przygody, po czym ukazywały się napisy końcowe z podziękowaniami od twórców, rodząc tak sporą konsternację.

W celu naprawy tego stany rzeczy powstał dodatek Wygnanie, który zabierał nas poza mury miasta Bezoar. Dodatkowe dwie i pół godziny, i kosmetyczne zmiany podreperowały zarówno samą grę jak i wizerunek studia. Potem temat został zarzucony na rzecz kolejnej produkcji jaką był Shadow Warrior. Flying Wild Hog miało jednak większy apetyt, jakoby mogło się pierwotnie wydawać, bowiem niewielkie studio postanowiło wejść na rynek konsolowy wraz z premierą ósmej generacji. Tym sposobem Shadow Warrior doczekał się odpowiedniego portu oraz prawie pięć lata po swojej PeCetowej premierze Hard Reset zawitał na Xbox One i PlayStation 4.

hard_reset_redux_03

Hard Reset Redux można nabyć wyłącznie w wersji cyfrowej, co jest pierwszym rozczarowaniem. Myślę że po wersję pudełkową sięgnęliby szczególnie właściciele konsol, nie wspominając już o chęciach pozyskania np. kolekcjonerki. Nabywając wersję Redux na PC spodziewamy się przede wszystkim usprawnień w kwestii grafiki. Niestety opisywany tytuł nieróżni się od swojego pierwowzoru, ale z drugiej strony mimo upływu pięciu lat Hard Reset nadal prezentuje się genialnie – dynamiczne oświetlenie, mnogość szczegółów, żywe tekstu będące elementem składowym obszernych oraz świetnie zaprojektowanych poziomów i najlepsze jest, że nie potrzebujemy komputera z kosmosu by nacieszyć się grą. Natomiast na konsolach możemy oczekiwać równie wysokiego poziomu w tak upragnionej rozdzielczości 1080p. Słowem sama optymalizacja wypada wzorowo, niezależnie do sprzętu na jakim gramy.

Poprawiono także fizykę świata, choć tu zdarzają się nadal sporadyczne błędy w niewłaściwym obliczeniu kolizji przedmiotów, skutkując dziwnym zachowaniem ciał przeciwników. Gruntownego przemodelowania doczekała się za to mechanika rozgrywki, gdzie zachowanie postaci żywcem wyjęto z późniejszego Shadow Warriora. Dzięki temu gra zyskała na znacznej dynamice, a Fletcher reaguje naturalniej na komendy. Pojedynki z liczniejszymi wrogami są szybsze, bardziej agresywne dając dzięki temu więcej satysfakcji. Dostępne uzbrojenie zaś rozszerza neonowy miecz, który tak naprawdę ponownie jest modelem wyjętym z Shadow Warriora. Aby broń biała miała jako takie uzasadnienie świat wzbogacono o kolejnych przeciwników w postaci zoombie.

Coś więcej?

Ponadto Hard Reset Redux nieróżni się niczym od pierwowzoru. Co prawda w pierwszych poziomach pojawiają się wrogowie z dodatku Wygnanie, ale nie spodziewajcie się jakiś większych zmian w konstrukcji poziomów, czy dodatkowych misji, nie wspominając już o szerszej nadbudowie fabularnej. O ile nowa mechanika rozgrywki przypadła mi mocno do gustu, to jednak wszelkie wprowadzone zmiany mają wymiar wyłącznie kosmetyczny! Po pięciu latach twórcy mogli dodać choćby tryb kooperacji poprzez sieć, co zdecydowanie urozmaiciłoby rozgrywkę, przedłużając produkcji żywotność.

Reasumując wersja Redux mogła się ukazać wyłącznie jako kolejne DLC lub obszerny patch dla wersji PC. Nie widzę całkowicie żadnej zasadności w tworzeniu zupełnie oddzielnej gry, z własnym systemem osiągnięć na Steam. Mówię to jako osoba posiadająca już Hard Reset w swojej kolekcji od bardzo dawna. Dla reszty gawiedzi, niemającej szczęścia ograć tytułu pierworodnego Flying Wild Hog jest, to niuans bez żadnego znaczenia, choć cena w dniu premiery oscylująca w granicach 60 zł, czyli co najmniej trzy razy drożej niż za pierwowzorów była chyba trudna do przeoczenia. Jednak jeśli zdecydujecie się sięgnąć po Hard Reset nie widzę żadnych przeciwwskazań, a nawet mocno rekomenduję wersję Redux, która będzie w stanie umilić kilka długich jesiennych wieczorów. Mam nadzieję, że studio nie porzuci przygód Fletchera i wrócimy jeszcze do Bezoar w kolejnej odsłonie.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej