Uwielbiają je turyści smażący się na plażach oraz surferzy, starający się poczuć trochę adrenaliny pędząc po nich na swych deskach. Morskie fale na Hawajach są pięknym elementem krajobrazu i atrakcją tak dla przyjezdnych jak i mieszkańców. Teraz „zaprzęgnięto” je do nowej pracy – generują mianowicie prąd.

Jest to pierwsza próba takiego ujarzmienia potęgi morza w USA. W tym celu stworzono urządzenie zwane Azura – ta ważąca 45-ton maszyneria, funkcjonująca dzięki ruchom fal, przechwytuje i zamienia na energię wszelkie możliwe poruszenia otaczającej ją masy wodnej. To sprawia, że urządzenie jest o wiele bardziej efektywne niż dotychczasowe „falowe” generatory, które są w stanie wykorzystywać tylko niektóre ruchy wody (np: z dołu do góry, lub z boku na bok).

Pierwsze urządzenie zostało wdrożone w poprzednim miesiącu i działać będzie przez cały rok – w tym czasie różne ekipy badawcze będą monitorować jego wydajność i sprawność – jeśli okaże się, że generator zda egzamin, do oceanu trafi jego kolejna, jeszcze większa wersja.

Nie jest to jedyny taki projekt. Amerykański Departament Energii (Departament of Energy) sponsoruje naukową rywalizację Wave Energy Prize, podczas której drużyny naukowców starają się wynaleźć jak najefektywniejszą metodę pozyskiwania energii właśnie z ruchu fal. Zgłosiły się 92 drużyny. Zwycięzca (ogłoszony w sierpniu) zgarnie smakowitą sumkę 1,5 mln. dolarów. Jest o co walczyć, tym bardziej że taki sposób zdobywania prądu ma spory potencjał – ponad 50% Amerykanów żyje przynajmniej 80 km od wybrzeży.

[źródło i zdjęcie: popsci.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej