Ten rok obfituje w produkcje z gatunku horroru. Po paru naprawdę dobrych produkcjach przyszedł czas na Hereditary. I było to dla mnie ogromne zaskoczenie. Mimo pozytywnego wrażenia, jakie wywarł na mnie zwiastun, szłam do kina niepewna tego, co dostanę. A dostałam jeden z najlepszych horrorów, jakie w życiu widziałam, niepokojący, trzymający w napięciu, pełen prawdziwych emocji i naprawdę straszny.

Poznajemy członków rodziny w momencie, gdy muszą radzić sobie z żalem i żałobą po stracie babci – mamy (teoretycznie) głównej bohaterki. Annie jest artystką, która w domu tworzy szczegółowe miniatury przedstawiające sceny z jej życia, ma kochającego męża Steva i dwójkę dzieci –  syna Petera i niewiele od niego młodszą Charlie. I kiedy Peter jest zwykłym nastolatkiem z amerykańskich produkcji, tak jego siostra jest postacią nieco przerażającą, niezrozumianą przez resztę rodziny i posiadającą pewne, dosyć dziwne, przyzwyczajenia i pasje. Są oni na pozór normalną rodziną, mającą swoje problemy, ale nie wydaje się, że większe niż inni. Na pozór, bo śmierć babci zaczyna powoli kruszyć ten obraz.

Hereditary ma specyficzną budowę, pierwszą połowę stanowi nie horror, a dramat psychologiczny, gdzieniegdzie przeplatany pewnymi sygnałami, że to wszystko nie do końca jest takie, jakie się wydaje. Dopiero mniej więcej od połowy zaczyna się robić strasznie. Praktycznie od początku dostajemy pewne tropy, które mają nas poprowadzić do rozwiązania zagadki, jednak żeby wyłapać je wszystkie, trzeba oglądać naprawdę uważnie, albo obejrzeć go dwa razy.

Wydawać by się mogło, że będzie to film o nawiedzonym przez ducha domu, ale zdecydowanie tak nie jest. Mimo całej paranormalnej, demonicznej wręcz, fabuły, jest to przede wszystkim film o ludziach. Obserwujemy szaleństwo, które zaczyna wyzwalać w bohaterach utrata bliskiej osoby i właśnie to szaleństwo gra pierwsze skrzypce. Reżyser zrezygnował z tak charakterystycznych dla tego gatunku jumpscare’ów, strach u widza potęgują widziane w tle, umieszczone niby mimochodem obrazy, pojawiające się subtelnie i po cichu. Muzyka buduje napięcie w sposób fenomenalny, tak samo, jak te wszystkie drobne znaki umieszczone po drodze. To właśnie dzięki nim już wiemy, że coś może się wydarzyć i czekamy na to ze ściśniętym sercem. Nie będę wdawała się w szczegóły fabuły, żeby niczego wam nie zdradzić, ale mogę tylko powiedzieć, że jest w Hereditary kilka scen, które potrafią wbić w fotel i sprawić, że nie można wydusić słowa.

Aktorsko wybija się przede wszystkim Tonie Collette, grająca Annie. Śmiało mogę powiedzieć, że jeśli nie jest to jej najlepsza rola to na pewno jedna z najlepszych. Jej emocje i rozpacz, są w pewnych momentach tak prawdziwe, że zapomina się, że to tylko gra. Jednak nie tylko ona zasługuje tutaj na pochwałę. Podczas seansu, a także po nim, miałam wrażenie, że nie było tam słabych ról. Nawet ojciec, którego potraktowano trochę po macoszemu, jest w pewien sposób wyrazisty. Żałuję, że nie został bardziej rozwinięty, ale mimo wszystko jego spokój i opanowanie jest wytłumaczalne i logiczne, inaczej niż w wielu horrorach, gdzie wynika to z niedopracowania danej postaci. Tutaj każdy ma odrębny charakter, reaguje indywidualnie i to, co dzieje się w ich życiu, wywiera na każdego inny wpływ.

Całościowo film jest niezwykle dopracowany, od pracy kamery po muzykę, a fabuła nadaje temu rytm. Im bardziej szalone staje się to, co widzimy na ekranie, tym bardziej zmienia się ścieżka dźwiękowa i sposób prowadzenia kamery. Od początku do końca produkcja jest jedną, nierozerwalną całością, co bardzo rzadko zdarza się w filmach z tego gatunku. Sam research zasługuje też na pochwałę, inkantacje, symbole i rytuały bowiem są bardzo dokładne i zgodne z pewnymi kanonami.

Czy Hereditary przestraszy każdego?

Bez zastanowienia mogę powiedzieć, że nie. To nie jest typowy straszak, na którego idziemy tylko po to, by poczuć przypływ adrenaliny bez zbytniego myślenia. Tu trzeba myśleć, trzeba odczuwać, skupiać się na szczegółach. Dla sporej ilości osób będzie wydawał się on niezrozumiały, zagmatwany, albo wręcz nudny lub śmieszny, gdyż w pewnych momentach balansuje na granicy kiczu. Zniechęcić może też nacisk nałożony na toksyczność relacji w tej rodzinie, zwłaszcza na stopie matka – syn, choć moim zdaniem jest to element sprawiający, że jeszcze bardziej wciąga się w tę historię. Film gra pozorami, bardzo często wydaję się, że już, już nadchodzi moment kulminacyjny, napięcie sięga zenitu i… okazuje się, że to jeszcze nie jest ta chwila. Poza tym tu nie mamy do czynienia z obrazem prostym w odbiorze, jego trzeba interpretować, a tyle ile osób – tyle interpretacji.

Polecam?

Oczywiście! Ale nie każdemu. Jeśli nie lubisz na horrorach się wysilać, jeśli oczekujesz zwykłego straszenia i potworów, to lepiej zostań w domu i nie marnuj pieniędzy. Jednak jeśli lubisz interpretować pewne rzeczy po swojemu, doszukiwać się znaków i poczuć prawdziwy niepokój, to jak najbardziej powinieneś się wybrać. Nie twierdzę, że każdemu spodoba się tak jak mi, ale mam nadzieję, że jednak takich osób będzie naprawdę sporo.

Z czystym sercem mogę ocenić Hereditary na mocne 8/10 wraz z serduszkiem, bo na pewno nie był to jedyny raz, kiedy go oglądałam, a o tym pierwszym seansie myśleć będę jeszcze bardzo, bardzo długo.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!