WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Po godzinach

Inżynier Google mieszka na parkingu przed firmą

Gdy 23-letni Brandon w środku maja przeprowadził się z Massachusetts do San Francisco, by pracować jako inżynier oprogramowania dla Google, nie wynajął drogiego mieszkania (a innych w San Francisco praktycznie nie ma). Zamiast tego wprowadził się do ciężarówki o „powierzchni użytkowej” 12 metrów kwadratowych.

Idea zaczęła się formułować, gdy Brandon (nie podał dziennikarzom opisującym historię nazwiska), był zeszłego lata stażystą w Google. Żył w najtańszym firmowym mieszkaniu, jakie było dostępne – dwie sypialnie w których gnieździły się cztery osoby, za cenę około 65 dolarów na dobę (2000 dolarów miesięcznie). Ciężko było pogodzić się z faktem, że tak wielka ilość jego przychodów (które można byłoby zainwestować, czy po prostu wydać na przyjemniejsze rzeczy) idzie w przysłowiowe błoto.

Mężczyzna zaczął zatem myśleć nad znalezieniem tańszej alternatywy – na tym etapie wiedział już, że do San Francisco wróci. Dlatego też zakupił pięciometrową ciężarówkę Forda z 2006 roku z przebiegiem około 250 tysięcy kilometrów. Kosztowała go 10 tysięcy dolarów. To było akurat tyle, ile wynosiła jego premia początkowa. 20 października inwestycja się zwróciła. Od tamtego czasu Brandon jest już niemal 600 dolarów „na plusie”. O tej wartości informuje na bieżąco odświeżana strona, jak również blog autora pomysłu.

jpg

Jedynym stałym miesięcznym kosztem jest ubezpieczenie ciężarówki – 121 dolarów miesięcznie. Za telefon płaci Google, mieszkaniec nie płaci również za prąd – „pożycza” go sobie w pracy. Ciężarówka jest wyposażona w oświetlenie wnętrza, ponadto Brandon ma również aktywowaną ruchem lampkę na baterię, z której korzysta w nocy. Słuchawki i telefon podłącza w nocy do banku baterii, który ładuje w pracy. Podobnie jak laptopa.

Oczywiście jego życiowa przestrzeń jest ograniczona. Jedyne co ma to łóżko, szafeczka i wieszak na ubrania (ponadto jest jeszcze parę wypchanych zwierząt). A co z jedzeniem i higieną? Wszystko jest na kampusie Google. Inżynier posiłki spożywa na stołówce, a później myje się w firmowej siłowni. Brak luksusów mu nie przeszkadza. Twierdzi, że do domu wraca tylko po to, żeby się przespać, poza tym „ciężarówka i tak jest większa niż większość jego dotychczasowych sypialni”. Co więcej, chce wykorzystać zdobyte doświadczenie (lub raczej, przystosowanie do braku luksusów) by wyjść poza swoją strefę komfortu i przysposobić się do planowanych, przyszłych podróży.

jpg (2)

Brandon studia skończył z 22 434 dolarami długu (w USA około połowę kosztów edukacji wyższej trzeba zapłacić samemu), który przez 4 miesiące udało mu się zmniejszyć do 16 449 dolarów. Twierdzi, że według ostrożnych szacunków spłaci wszystko w ciągu następnych sześciu miesięcy i jeszcze zaoszczędzi „na emeryturę”. Nie oznacza to, że żyje jak kompletny asceta – część pieniędzy wydaje np. na zwiedzanie San Francisco i obiady w drogich restauracjach. Oszczędza również czas – do pracy ma tylko kilka sekund i nie musi spędzać godzin w miejskim ruchu.

Google nie widzi problemów – firma nie wystosowała w tej sprawie żadnego stanowiska, a strażnicy są usposobieni przyjaźnie (zwłaszcza na widok legitymacji pracowniczej inżyniera Google).

Brandon nie wie jeszcze, jak długo spędzi „w pudełku”. Niemniej, po pięciu miesiącach, „wciąż nie widzi powodów do zmian”.

jpg (4)

[źródło i grafika: techinsider.io]