Wielu nazywa ją najlepszą biografią sportową ostatnich lat, ja nie jestem w stanie się do tego odnieść, gdyż zwyczajnie nie mam doświadczenia w ich czytaniu. Nie zrozumcie mnie źle, jestem fanatykiem sportu, szczególnie tego, który wciąż z powodzeniem uprawia Zlatan Ibrahimović, zwyczajnie kiedy patrzyłem na listę osób, które w ostatnich latach z pomocą wielkich wydawnictw opowiadały o swoim życiu, nie czułem się zainteresowany. Jasne, wielu wspaniałych piłkarzy chwyciło za pióro i na pewno mają oni masę ciekawych historii do powiedzenia, mówimy tutaj jednak o przebrnięciu przez często setki stron, podczas których opisują oni kilkadziesiąt lat przeszłości. To sporo. Nie zastanawiałem się jednak ani przez sekundę, czy lektura „Ja, Ibra” może mnie zanudzić, bo wystarczająco wiele wiedziałem o tym człowieku, aby przygotować się na szalone kilka godzin lektury.

Bo Ibra, o ile jeszcze nie mieliście okazji go poznać, to piłkarz absolutnie wyjątkowy, tacy zdarzają się raz na dziesięć lat. Mówimy tutaj o nietuzinkowości, której warto doszukiwać się tak w jego grze, jak i postawie, historii, charakterze. Zlatan od zawsze był inny niż wszyscy, często spotykał się z brakiem akceptacji wśród rówieśników – w końcu był tylko gówniarzem z Rosengard, niezbyt atrakcyjnej dzielnicy szwedzkiego Malmo. W tym mieście wielu młodzieńców swoimi idolami często nazywało szwedzkich sportowców, których było w tamtym czasie całkiem sporo, młody Ibrahimović miał to jednak w nosie. On podpatrywał brazylijskich wirtuozów futbolu, to chęć dorównania im, naśladowania ich najlepszych zagrań, była dla niego największą motywacją i wpływ futbolu z kraju kawy był tak widoczny w jego grze, że nic nie było w stanie wybić mu go z głowy.

ddd

Syn bośniackich imigrantów choćby z powodu swoich korzeni bardzo często czuł się odtrącony przez społeczeństwo, problemów narobiła mu wiele razy również skomplikowana sytuacja w domu, przez którą odreagowywał na treningach. „Ibracadabra” nigdy jednak nie wstydził się swoich emocji, zawsze był boleśnie konsekwentny w dzieleniu się nimi (choć nie mówię tutaj o użalaniu się nad sobą). Nie było to jednak jego wadą – gdzie nie zawitał, stawał się szybko najbardziej krytykowanym piłkarzem, lecz naiwny był ten, kto myślał, że potępienie może go zrazić. W życiu Ibrahimovicia największym stymulantem od zawsze była i do tej pory jest zemsta; kibice powinni bać się na niego gwizdać, bo pod presją, czując na sobie nienawiść ultrasów przeciwnej drużyny, potrafi kąsać jeszcze boleśniej niż zwykle.

Na około 380 stronicach Zlatan przedstawia w dosyć przystępny sposób (ten, kto spodziewa się używania skomplikowanych onomatopej, eufemizmów, górnolotnych metafor i braku typowo ulicznego języka może wrócić do czytania Szekspira) całą swoją karierę do momentu, w którym opuszcza on AC Milan na rzecz Paris-Saint Germain. Mamy więc okazje śledzić jego poczynania w Malmo FF – 15-krotnym mistrzu Szwecji, z którego odszedł do legendarnego Ajaxu Amsterdam, gdzie szybko przypięto mu łatkę następcy Marco van Bastena. Tam, strzelając 47 bramek w 108 meczach, po raz pierwszy usłyszał o nim świat i tylko kwestią czasu było, aż młodym Szwedem zainteresują się potęgi „piłki kopanej”. Zlatan już wtedy miał jednak charakter – wystarczy powiedzieć, że przed przeprowadzką do stolicy Holandii miał on na biurku propozycję gry w Arsenalu Arsene’a Wengera, odrzucił ją jednak, gdyż warunkiem była zgoda na testy.

333

Zresztą, Zlatan marzył o tym, żeby tak jak jego idol – Ronaldo – robić karierę we Włoszech, dlatego dopiero oferta strzelania bramek dla Juventusu zrobiła na nim ogromne wrażenie. To właśnie tam zaczęła się wspaniała passa Ibrahimovicia, który to wkrótce czterokrotnie zdobędzie tytuł mistrza Serie A. W czasie swojego pobytu w Mediolanie (grając tak dla Rossonerich jak i Nerazzurrich) Zlatan był już zawodnikiem o ugruntowanej renomie, przez którą oczekiwano od niego cudów. Szwed nigdy nie był jednak piłkarzem, który bał się wyzwań, dlatego zazwyczaj okresy kurzenia się klubowej gabloty kończyły się w momencie, w którym do ośrodka szkoleniowego drużyny trafiał Zlatan. Oczywiście, jego obecność miała swoje negatywne skutki – a to potrafił się pobić z kolegą z drużyny, a to kolekcjonował mandaty za nierozważną jazdę, nie rzadko zdarzało mu się skrytykować kolegów czy trenera, ale była to cena, którą od roku 1999 właściciele klubów nie żałują płacić (poza jednym wyjątkiem).

Mimo tego, że w swojej karierze Ibrahimović pracował z wieloma wspaniałymi szkoleniowcami (Capello, Allegri, Mourinho), w jego biografii najwięcej miejsca dostaje ten najbardziej znienawidzony – Pep Guardiola. Zakup „Ja, Ibra” będzie więc również dobrą okazją, aby zrewidować swoją opinię na temat hiszpańskiego menadżera lub przynajmniej spojrzeć na niego z innej perspektywy. Jedną z największych zalet opowieści spisanej przez Davida Lagercrantza – szwedzkiego dziennikarza – jest to, że ma się wrażenie obcowania z naprawdę zwykłym, często nierozumianym, chłopakiem, który wiele przecierpiał w swoim życiu przez surowe podejście rodziny i można na moment zapomnieć o tym, że wciąż czytamy biografię skandynawskiego geniusza futbolu. Po chwili jednak, Ibrahimović sam nam o tym przypomina, rzucając jakąś anegdotką dotyczącą ikon tego sportu – Mino Raioli, Trezegueta, Henry’ego czy Vieiry. Od nałogowej kradzieży rowerów do kumplowania się z legendami piłki nożnej – tak można by streścić „Ja, Ibra„.

Zlatan-Ibrahimovic_3059124

Książka ta może się nie spodobać chyba tylko osobom, które zwyczajnie nie dały się porwać „Zlatanomanii”, dla całej reszty nie ma jednak absolutnie niczego, co mogłoby od niej odrzucać. Zlatan bez ogródek zaprasza nas do swojego życia prywatnego (udostępniając nawet prywatne zdjęcia), szkalując tych, do których nigdy nie pałał sympatią, jednocześnie szczerze otwierając się w opowieściach o swojej rodzinie czy uczuciach, jakie towarzyszyły mu w dzieciństwie. Czasem aż trudno uwierzyć, że człowiek, na przeciwko którego los stawiał tak wiele przeciwności, osiągnął w życiu gigantyczny sukces i skoro jemu się udało, musi udać się i Wam. Zlatan szybko da do zrozumienia, że nie ma magicznego wzoru na sukces, nie istnieje zbiór zachowań, które człowiek musi wypełniać, aby stać się kimś ważnym. Kluczem jest to, aby każdy przechodził przez życie we własny sposób i Ibrahimović jest najlepszym przykładem na to, że idąc swoją drogą też da się triumfować.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej