Właściciel znanego niegdyś i lubianego serwisu Megaupload oznajmił ostatnio, że walka z internetowym piractwem, prawami autorskimi oraz ambicje polityczne i pomniejsze nieudane inwestycje doprowadziły go na skraj bankructwa.

Choć teoretycznie bankructwo Dotcoma wydaje się czymś niemal niemożliwym, facet dowiódł bowiem że potrafi spadać na cztery łapy, to pamiętajmy, że żyjemy w świecie w którym zrobienie tego, co niemożliwe, jest zwykle tylko kwestią czasu. Podobnie może być w przypadku korpulentnego i sympatycznego z twarzy Dotcoma. Koszty procesowe, a procesować się nasz bohater lubi, w ostatnim czasie podebrały mu 10 milionów amerykańskich dolarów, a wiele jego kont bankowych jest ciągle zamrożonych. Ponadto wyceniana na 164 miliony dolarów usługa Mega niezbyt może pomóc swojemu pomysłodawcy, gdyż ten nie posiada w niej rzekomo żadnych udziałów. Jakby tego było jeszcze mało, Kim Dotcom zdecydował się jakiś czas temu pobawić w polityka i założył w styczniu tego roku własną partię polityczną, która z niepowodzeniem próbowała ugrać coś w wyborach w Nowej Zelandii jakieś dwa miesiące temu. Jak wszyscy wiemy, finansowanie partii politycznej do tanich rozrywek nie należy i Partia Internetowa Dotcoma również kosztowała go trochę grosza.

Reasumując, czyżby przyszła kryska na matyska i niezatapialny Kim Dotcom w końcu rozmienił się na drobne? Cóż, pożyjemy to i zobaczymy.

[ Źródło i zdjęcie: www.engadget.com ]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej