Dotychczas mój kontakt z produktami Tesoro, prócz krótkiego romansu z myszą Shrike, ograniczał się do dużych, masywnych, nafaszerowanych najróżniejszymi bajerami klawiatur. Durandal Ultimate i Lobera Supreme wywarły na mnie kolosalne wrażenie, stając się
moimi prywatnymi wzorami, do których porównuję kolejne produkty. Jakież było moje zdziwienie, gdy odebrałem do testów Tesoro Tizona. Już samo opakowanie było dziwnie małe i lekkie. Jak się okazało, powodem był fakt, że znajdowała się w nim jedynie zasadnicza część klawiatury. Tizona jest bowiem sprzętem modułowym, pozwalającym na odczepienie klawiatury numerycznej, zapakowanej odrębnie. Jak sprawdza się to w praktyce?

1Wykonanie i design

Od razu po wyjęciu z opakowania dało się zauważyć, że Tizona to zupełnie inna klasa sprzętu od tego, który testowałem wcześniej. Klawiatura ma bardzo surowy, klasyczny design. Brak tu tak charakterystycznych dla innych produktów Tesoro ozdobników, brak rzucających się w oczy wykończeń. Wszystko jest zwarte, minimalistyczne i… cóż, dość nudne. Widać wyraźnie, że firma celowała w jak najmniejsze wymiary sprzętu. Nawet kontrolki wskazujące włączenie/wyłączenie klawiszy Caps Lock, Num Lock i Scroll Lock usytuowano w wolnej zwykle przestrzeni nad strzałkami. Nie jestem fanatykiem bajeranctwa, jednak nieco zabrakło mi tutaj tej duszy czy charakterystycznego dla Tesoro „pazura”. Sytuację odrobinę ratuje czcionka, jakiej użyto do oznaczenia klawiszy, a także logo firmy na przycisku „Esc”. W tym miejscu pojawia się jednak drobny problem z czytelnością klawiszy funkcyjnych. Jeżeli piszemy wzrokowo, możemy mieć trudności z rozróżnieniem cyfr przy F1-F12, gdyż oznaczenia są zbyt gęsto upchnięte na małym przecież obszarze. Słowem krótkiego podsumowania, design Tesoro Tizona nie zrobił na mnie zbyt dużego wrażenia. Ba, miałbym problem ze stwierdzeniem, że jest to klawiatura z innej półki niż pospolite „logitechy” za 100 zł.

Zupełnie inaczej sprawa się ma, gdy spojrzymy na użyte materiały. Tutaj firma ponownie pokazuje najwyższą klasę. Klawiatura wykonana jest z bardzo solidnego, masywnego plastiku. Nigdy nie pomyślałbym, że tak relatywnie niewielkie urządzenie może tyle ważyć! Uznaję to jednak za zaletę, gdyż dzięki temu sprzęt nie suwa się po biurku. Podobnie jak w innych modelach Tesoro, tak i tutaj klawisze zrobione są z matowego, nie powodującego ślizgania się palców tworzywa.

Jeśli chodzi o klawiaturę numeryczną, przyłączana jest ona do głównej części za pomocą złącza USB i dwóch silnych magnesów. Co ciekawe, możemy ją usytuować zarówno po prawej, jak i po lewej stronie. Niestety, typ połączenia jest chyba najsłabszym elementem omawianej klawiatury. Tesoro nie zastosowało żadnych dodatkowych prowadnic czy innych elementów, które usztywniłyby powstałą w ten sposób bryłę. W konsekwencji cała konstrukcja mocno chybocze się na biurku, a przy mocniejszym naciskaniu zdarzało się, że wtyk USB nieco wysuwał się z portu. Tragedii może nie ma, jednak do ideału bardzo wiele brakuje.

 

2

Tizona w akcji

Mimo wymienionych wad, używanie Tesoro Tizona należy do doświadczeń raczej przyjemnych. Wersja, którą otrzymałem do testów, posiadała przyciski Cherry MX Brown, a więc chodzące dość lekko i miękko. Choć preferuję „twardsze” konstrukcje, już po chwili przyzwyczajenia pisanie stało się szybkie i wygodne. Dzięki wysokiemu skokowi, ryzyko przypadkowego naciśnięcia klawisza znacznie zmalało, a matowe wykończenie sprawiło, że palce nie ślizgały się na klawiszach. Mam jedynie zastrzeżenie do dźwięku wydawanego przez te ostatnie. Niestety, przy mocniejszym stuknięciu w przyciski, mają one tendencję do cichego, lekkiego brzękania. Nie jest to wprawdzie ani głośne, ani przesadnie częste, jednak lubiący bardziej dynamiczne pisanie użytkownicy powinni brać na ten fakt poprawkę.

Nie mogę natomiast przymknąć oka na inny problem, znacznie bardziej dokuczliwy. Otóż, jak wspomniałem wcześniej, Tizona ma dosyć ostro wykończone krawędzie, a jednocześnie wysoko ułożone klawisze. Powodowało to, że podczas pisania lub grania dolny brzeg obudowy wpijał mi się w dłonie. Początkowo stanowiło to jedynie lekki dyskomfort, jednak po godzinie gry zaczęło mocno przeszkadzać. Szkoda, że Tesoro nie pokusiło się o lepsze wyprofilowanie tej części obudowy.

Drugi problem stanowią trzy małe klawisze, umieszczone na dolnej części klawiatury. Ten znajdujący się najbardziej po prawej znacznie łatwiej się wciskał od pozostałych, co sprawiało wrażenie, że wykonano je niezbyt starannie. Co gorsza jednak, przyciski są małe i usytuowane bardzo blisko siebie, co skutkowało koniecznością każdorazowego zerkania na urządzenie, by przypadkiem nie wcisnąć nie tego, co trzeba.

Jeśli chodzi o dodatkowe funkcjonalności, to Tesoro Tizona prezentuje się raczej ubogo. Próżno tu szukać podświetlenia klawiszy czy choćby możliwości ustawienia makr (ze zdziwieniem zresztą odkryłem, że nawet na stronie producenta nie ma możliwości ściągnięcia dedykowanego klawiaturze oprogramowania). Jedyną ponadstandardową funkcją jest wejście DC-IN, pozwalające na użycie urządzeń wymagających dodatkowego zasilania. Aha, bym zapomniał: klawiatura pozwala na odczepianie kabla USB, łączącego ją z komputerem, co jednak będzie przydatne jedynie wtedy, gdy często podróżujemy i chcemy brać ze sobą sprzęt.

 

3

Werdykt

Dłuższy czas zastanawiałem się, jak podejść do finalnej oceny Tesoro Tizona. Ujmijmy więc sprawę tak: jest to sprzęt przeznaczony dla bardzo wąsko zdefiniowanej grupy użytkowników. Zadowolone z niego będą przede wszystkim osoby, które albo dużo podróżują i koniecznie chcą brać klawiaturę ze sobą (choć tutaj przeszkodą może być dość duża waga), albo ci, którzy nie mają zbyt wiele miejsca na biurku, by pomieścić sprzedawane w segmencie Premium kolosy, a nie chcieliby rezygnować z zalet klawiatury mechanicznej. Dla nich wymienione przeze mnie wady będą najpewniej jedynie drobną bolączką, nie wpływającą istotnie na odbiór całości i mogę im z czystym sumieniem Tizonę polecić. Pozostałym użytkownikom sugerowałbym jednak rozejrzenie się za czymś innym – minimalistyczna klawiatura Tesoro nie będzie dla nich najszczęśliwszym wyborem.

4

 

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej