WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Technowinki

Ładowanie bezprzewodowe… na odległość

Chociaż na pierwszy rzut oka tytuł brzmi jak pleonazm, to przyglądając się dotychczas skomercjalizowanym technologiom „bezprzewodowego ładowania”, można zauważyć, że z ładowaniem na odległość nie mają one nic wspólnego. Kosztowne ładowarki indukcyjne nie wymagają co prawda podłączenia ładowanego urządzenia do żadnego kabla, ale i tak „przykuwają” je do jednego miejsca. Kablem do sieci podłączona jest bowiem mata ładująca, na której muszą spoczywać, żeby uzupełniać zapas energii elektrycznej.

Jednak już w 2016 roku nasze oczy ujrzeć mogą rozwiązania pozwalające na bezprzewodowe ładowanie urządzeń pozostających w ruchu – byle znajdowały się w zasięgu kilku metrów od „ładowarki”. Pierwsze z tego typu urządzeń zapowiada firma WattUp. Ich rozwiązanie oparte jest na mikrofalach, o częstotliwości tylko nieco wyższej niż zdobywająca popularność w komunikacji WiFi: 5GHz. Żeby ładowarka nie interferowała z WiFi, częstotliwość fal podniesiono do 5,8 GHz.

Jak wiemy z doświadczenia, fale elektromagnetyczne o tak wysokiej częstotliwości, nie przenikają zbyt dobrze przez grube ściany, natomiast z wypełnieniem (nie za dużych) pomieszczeń nie mają większego problemu. Moc fal, podawana przez producenta, waha się od 4W w odległości 1,5m od nadajnika, do około 1W już 4,6m od źródła sygnału. Choć wydają się to całkiem niezłe wartości, to istnieją obawy (tzn. Energous Corp., producent systemu, tego się obawia), że wydajność ładowania może nie przekroczyć 25%. Pewnym rozwiązaniem problemu z mocą szybko spadającą wraz z odległością od źródła sygnału, jest mogąca zwiększyć pokrycie sygnałem, oferowana przez WattUp możliwość instalowania ładowarek nie tylko jako osobnych urządzeń, lecz również integrowania ich w sprzęcie RTV.

Nieco inne, choć podobne rozwiązanie proponuje firma Ossia. Opracowana przez nią technologia Power Over Wi-Fi (PoWiFi) ma wykorzystywać do ładowania bezprzewodowego gadżetów zupełnie standardowe routery WiFi. Dzięki modyfikacji firmwear’u, router, zamiast emitować sygnał wtedy, kiedy komunikuje się z urządzeniem bezprzewodowym, nadaje cały czas, z pełną mocą. Przez większość czasu wysyła po prostu pozbawione żadnej treści pakiety, które jednak mają być łatwe do odróżnienia od tych „wartościowych” i dzięki odpowiedniemu oprogramowaniu nie zakłócają transmisji danych (według firmy Ossia, sprawdzono to już w domach ochotników).

Autorzy rozwiązania twierdzą, że w sprzyjających okolicznościach może pozwalać ono na ładowanie urządzeń znajdujących się nawet do 10 metrów od routera. Nie chodzi tu jednak o telefony komórkowe czy tablety, ale raczej o zużywające minimalne ilości prądu gadżetów, takich jak smartwatche, fitnessbandy, czy bezprzewodowe czujniki.

Spośród innych rozwiązań ładowania bezprzewodowego w nadchodzącym roku możemy spodziewać się także projektowanej przez WiCharge ładowarki na podczerwień (czyli inny zakres fal elektromagnetycznych) oraz ładowarki ultradźwiękowej. Skoro już z mikrofal (WiFi) schodzimy z długością fali do podczerwieni, to następnym krokiem powinno być doklejenie do urządzeń baterii słonecznych i używanie bezprzewodowego ładowania za pomocą światła widzialnego. To wspaniałe rozwiązanie było już używane w małej elektronice użytkowej w poprzednim stuleciu, jednak z niewiadomych względów popadło w zapomnienie.

Ultradźwiękowa ładowarka, autorstwa kalifornijskiej firmy uBeam, choć brzmi ciekawie (tzn. sam pomysł, ultradźwięki dla nas nie brzmią), może mieć jednak problemy z zasięgiem. Fale dźwiękowe o wysokiej częstotliwości dosyć szybko rozpraszają się w powietrzu. Dodatkowo, wydajność odzyskiwania zawartej w nich energii, może, delikatnie mówiąc, nie być największym plusem tego rozwiązania. Chyba że uBeam wyprzedza w tej dziedzinie konkurencję o kilka długości.

[źródło i grafika: spectrum.ieee.org]