To symbol prawdziwego sukcesu – projekt drona Lily zebrał niebotyczną kwotę 34 milionów dolarów jeszcze zanim produkt pojawił się na rynku.

Nie są to co prawda liczby, które pozwalają konkurować Lily z takim np. Apple Watchem, który podczas przedsprzedaży rozszedł się w 1,2 milionach egzemplarzy (co w porównaniu z 60 tysiącami Lily wygląda monstrualnie), ale twórcy tej technologii prawdopodobnie i tak mówią o wielkim sukcesie. Ich dzieło to mały, latający i dosyć słodki dron, który poza kamerą 1080p wyróżnia się jeszcze jednym atutem – potrafi latać za swoim właścicielem. Praca drona rozpoczyna się od momentu kiedy wzniesie się w powietrze – na wypadek bliskiego spotkania z wodą nie ma zaś co martwić się o swoje ciężko zarobione pieniądze, bo Lily jest również wodoodporna.

Twórcy sugerują jednak, aby ich sprzęt nazywać kamerą, a nie dronem (choć prawne zapisy sugerują co innego), z powodu połączenia cech tych dwóch sprzętów. Klienci nie widzieli problemu w zapłaceniu 800 dolarów za sztukę. Podczas oficjalnego startu Lily na lato 2016 roku trzeba będzie zapłacić już tysiąc dolarów, ale jeżeli za popularnością pójdzie również jakość, pewnie mało kto będzie żałował tego że dopłaci jeszcze dwie stówy.

[źródło: techcrunch.com; grafika: connectedmagazine.pl]

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!