W czasach, gdy zegarki mechaniczne są już tylko gadżetami dla snobów, spełniającymi swoją podstawową funkcję gorzej od wielokrotnie tańszych zegarków elektronicznych, ich producenci szczególnie muszą dbać o to, żeby o nich nie zapomniano. Jednym z nich jest Seiko, który postanowił, z użyciem m.in. części od zegarków, zbudować tzw. maszynę Rude Goldberga.

Maszynami Rude Goldberga nazywamy urządzenia, które wykonują prostą czynność w jak najbardziej skomplikowany sposób. Działają one na zasadzie domina, gdzie jedno działanie uruchamia kolejne, a na końcu niepotrzebnego łańcucha wykonywane jest banalne zadanie. Samo pojęcie „maszyna Rude Goldberga” wywodzi się od nazwiska amerykańskiego rysownika i wynalazcy, który traktował swoje maszyny jako metaforę ludzkiego dążenia do niepotrzebnego komplikowania sobie życia.

Tym, co wyróżnia maszynę stworzoną przez Seiko, jest wykorzystanie wyjątkowo małych elementów – trudno się temu dziwić, skoro część z nich to elementy zegarków. Przy tworzeniu takiego urządzenia wymagana była więc wielka precyzja. Jak sprawuje się japońska maszyna Rude Goldberga zobaczyć można na poniższym filmie.

https://www.youtube.com/watch?v=UZuhJFY3SS8

W czasie działania urządzenia używano również rąk operatora, co przez niektórych odczytywane jest jako „oszustwo”, natomiast według innych ma przypominać o ręcznym montażu zegarków. Znacznie trudniej natomiast jest mi zrozumieć po co na końcu pokazano, że maszyna działa tylko raz na jakiś czas. To już nie dystans do produktu, tylko marketingowy strzał w stopę.

[źródło: gizmodo.com; grafika: youtube.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej