Z każdym kolejnym tygodniem rośnie liczba zastosowań dla coraz popularniejszych dronów we współczesnym świecie.

Wygląda na to, że należy do nich zaliczyć również typowo sportową rywalizację, wyścigi miały już miejsce w różnych miejscach globu, od Australii przez Francję aż po Wielką Brytanię. W niedawnej edycji odbywającej się w Kalifornii za pierwsze miejsce gwarantowano 25 tysięcy dolarów. Jeżeli jednak cała ta rozrywka ma wznieść się na poważniejszy poziom, potrzeba jeszcze więcej pieniędzy.

Do takiego wniosku doszedł Stephen Ross, miliarder będący w posiadaniu drużyny Miami Dolphins, który właśnie zainwestował milion dolarów w nowojorski startup – The Drone Racing League. Obecnie największą zagwozdką wydaje się być przyciągnięcie fanów – nie tych, którzy będą klikać „łapki w górę” na YouTube, lecz tych rzeczywistych, kibicujących. Tacy właśnie gwarantują przedsiębiorstwu przychody – a one są niezbędne rozwoju każdej dyscypliny sportowej. Na wspomnianym turnieju w Kalifornii pojawiło się 60 widzów, co było po części spowodowane nieprzyjemnymi warunkami pogodowymi, lecz również innymi – niezbyt motywującymi – czynnikami. Co jest więc problemem warunkującym tak małą publikę? Z pewnością to, że sport ten nie jest jeszcze zbyt rozpoznawalny. Nie da się też nie zauważyć, że istotne mogą być również niewielkie prędkości dronów (do 110 kilometrów na godzinę).

Miejmy nadzieję, że znajdą się kolejni sponsorzy i ta młodziutka dyscyplina rozwinie się w coś profesjonalnego.

[źródło: eteknix.com; zdjęcie: droneracingonline.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej