Wszyscy doskonale wiemy, jakich zniszczeń dokonały dwie amerykańskie bomby jądrowe: „Fat Man” i „Little Boy” zrzucone na japońskie miasta Nagasaki i Hiroszima. Okazuje się jednak, że do dokonania tego nie musiały one wcale być stuprocentowo sprawne, czego dowodzi analiza pierwszego ataku, przeprowadzonego 6 sierpnia 1945 roku.

Ogromna destrukcja, jaką 69 lat temu dokonał amerykański „Little Boy” pociągnęła za sobą śmierć blisko 80 tysięcy ludzi i zniszczenie wszystkiego w promieniu dwóch mil od miasta Hiroszima. Okazuje się jednak, że w reakcji, mającej w zamierzeniu doprowadzić do wybuchu, brał udział nieco ponad jeden procent uranu, w który była zaopatrzona bomba, o czym w wywiadzie dla National Public Radio, opowiadał Eric Schlosser – dziennikarz i autor wielu książek.

„W przypadku Hiroszimy, bomba, która została na nią zrzucona była wyjątkowo nieudolną i nieskuteczną bronią. Kiedy eksplodowała, około 99 procent uranu, które miało ulec reakcji łańcuchowej, nie zrobiło tego. Po prostu rozsadziło ją w powietrzu i bardzo mała część, może dwa procent materiału rozszczepialnego, faktycznie odpaliło. Większość z niego stała się po prostu kolejnymi radioaktywnymi elementami. Aby wyobrazić sobie, o jak małej ilości mówimy, siedem dziesiątych grama uranu jest wielkości ziarnka pieprzu. Taka ilość waży mniej niż banknot. Więc nawet jeśli ta broń była kompletnie nieefektywna i niemal 99-procent uranu nie miało żadnego związku z destrukcją Hiroszimy, była to katastroficzna eksplozja.”

Schlosser zauważa później jednak, że od tamtego czasu jesteśmy w stanie znacznie lepiej kontrolować tego typu ładunki (co, Waszym zdaniem, powinno czy nie powinno napełniać nas – Ziemian, dumą?), pozostaje więc tylko liczyć, że nikt nie wpadnie na pomysł sprawdzenia skutków ich użycia w praktyce.

Źródło: gizmodo.com

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!