Gdy pierwszy raz trzymałem gladiusa w dłoni, przeprowadzając tradycyjne, wstępne oględziny delikwenta do testowania, byłem nieco zażenowany. Że niby za takie coś firma życzy sobie około 300 zł? Przecież ta mysz sprawia wrażenie budżetówki, wartej góra „stówkę”. Im dłużej jednak obcowałem z „Mieczem” („gladius” to typ rzymskiej broni białej – od niej właśnie wywodzi się słowo „gladiator”) tym bardziej przekonywałem się, że kwota wcale nie jest bardzo wygórowana…

 

1

Zawartość pudełka

Gladius trafia do nas w niczym niewyróżniającym się boxie. Ba, widziałem lepiej wyglądające opakowania od tanich, marketowych myszek. Po otwarciu ukazuje nam się sam sprawca całego zamieszania, ale też i komplet dodatków. A tych jest kilka. Prócz standardowej instrukcji, znajdziemy tam choćby dodatkowe cztery ślizgacze, gdyby przypadkiem te już zamontowane nam się starły. Dwa ponadprogramowe przełączniki z kolei, o wymaganej sile nacisku niższej niż te zamontowane w myszy, stanowią nie tylko świetny element zapasowy w przypadku awarii, ale i ważną możliwość dostosowania myszy do własnych potrzeb. Co więcej, otrzymujemy również elegancki, wykonany z wysokiej jakości materiału pokrowiec, pozwalający na komfortowe spakowanie myszy do transportu.

Wszystkie te dodatki wskazują jasno użytkownikowi, że ma do czynienia z produktem luksusowym, mającym wytrzymać długie lata, który można dostosować do własnych potrzeb, by stał się kompanem niezliczonych sieciowych bojów. Czy jednak jakość Gladiusa dorównuje liczbie dodatków?

2

Czego zabrakło?

Test zaczniemy nietypowo, bo od wymienienia tego, jakich elementów, znanych z porównywalnych cenowo myszy, zabrakło w Gladiusie. Nie chodzi przy tym o to, by zdyskredytować produkt Asusa – z góry zaznaczam, że oceniam go bardzo pozytywnie. Warto jednak, byście wiedzieli, czego na pewno nie można od niego oczekiwać.

Przede wszystkim brakuje mi możliwości zmiany wagi myszy poprzez wstawianie dodatkowych obciążników. Gladius jest myszą lekką, a nie zawsze jest to pożądane przez graczy. Poskąpiono też większej liczby przycisków, ograniczając się (poza standardowymi LMB, RMB i MMB) do dwóch dodatkowych klawiszy z boku myszy, plus jednego na górze. To mało, choć w grach FPS, do których rekomendowany jest Gladius, nie powinno stanowić dużego problemu. Brakuje przede wszystkim dodatkowych przełączników profilu, co czyni zmianę kłopotliwą.

 

3Co cieszy?

Przede wszystkim cieszy bardzo dobra ergonomia myszy. Choć nie należę do osób z przesadnie dużymi dłońmi, a Gladius ma całkiem spore gabaryty, dzięki odpowiedniemu wyprofilowaniu używanie myszy było przyjemnością. Dłoń nie męczyła się nawet przy dłuższym obcowaniu z myszą. Warto jednak zaznaczyć, że jest to sprzęt przeznaczony jedynie dla praworęcznych graczy. Dużą zaletą jest też możliwość zmiany przełączników – nie tylko pozwala to na samodzielną naprawę wyrobionych switchy, ale również na dostosowanie ich siły nacisku do naszych potrzeb. Dodam, że zmiana jest całkiem prosta, choć wymaga odlepienia aktualnie używanych ślizgaczy (pod nimi znajdują się śruby do demontażu myszy).

Bardzo dobrze wykonano boczne panele myszy. Użyto do tego celu gumy, co początkowo rodziło obawy o nadmierne pocenie się dłoni, jednak w praktyce obawy te okazały się nieuzasadnione. Możliwe, że to za sprawą sieci żłobień, dzięki którym nie mamy wrażenia „przylepiania” się palców do gumowych boków gryzonia. Warto również wspomnieć o możliwości odczepienia kabla łączącego mysz z PC. Dzięki takiemu rozwiązaniu transport staje się prostszy, a sprzęt mieści się w dołączonym do zestawu etui.

Asus Gladius posiada ponadto dosyć ciekawą funkcję chwilowej zmiany DPI na niższe, przy naciśnięciu jednego przycisku (po zwolnieniu klawisza, DPI wraca do stanu poprzedniego). Nie wiem, czy to kwestia sterowników, czy sprzętu, ale o ile w testowanym przeze mnie wcześniej Asus Strix Claw działało to tak sobie (niekiedy DPI wracało do normalności dopiero po 1-2 sekundach), tak tutaj nie ma żadnych opóźnień i wszystko chodzi jak złoto.

Na koniec nie można pominąć faktu, że Gladius ma możliwość ustawienia częstotliwości odświeżania nawet do 2000 Hz, co jest wynikiem dwukrotnie wyższym, niż nawet topowe modele konkurencji. Różnica jest subtelna, jednak im bardziej wymagające jednocześnie szybkości i precyzji zadanie, tym mocniej się ją odczuwa.

Mysz posiada oczywiście opcję nagrywania makr i zapisywania profili użytkownika. Co więcej, profil ten możemy przechowywać lokalnie na PC lub bezpośrednio w pamięci urządzenia, co pozwala nam na natychmiastowe rozpoczęcie korzystania z Gladiusa od razu po podłączeniu do innego PC. Celowo nie wspominam nic o oprogramowaniu, bo to nie wyróżnia się niczym szczególnym. Pozwala na ustawienie wspomnianych wcześniej opcji, jest czytelne i schludne, choć bardzo surowe, szczególnie w porównaniu do przepełnionej wizualnymi bajerami aplikacji dla sprzętów Roccata czy Razera.

4Podsumowując…

Asus Gladius to mysz przeznaczona dla profesjonalistów. Nie ma tylu bajerów i ciekawostek, co konkurentki, brakuje w niej też kilku ciekawych funkcji. Najbardziej boli brak możliwości zmiany wagi urządzenia czy większej liczby dostępnych przycisków. Pomimo jednak tych mankamentów, korzystało mi się z niej rewelacyjnie. Nie męczyła dłoni, była bardzo precyzyjna, nie gubiła mniejszych czy bardziej dynamicznych ruchów. Świetna ergonomia sprawiła, że nie męczyła mi się dłoń, a gryzoń stawał się wręcz przedłużeniem ręki. O ile więc nie szukasz wybajerzonego, rzucającego się w oczy potwora z 30-ma przyciskami, ale profesjonalnie wykonanej, wygodnej myszy na której możesz zawsze polegać, Asus Gladius będzie bardzo dobrym wyborem.

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!