Zdumiewa mnie kreatywność producentów sprzętu. Kiedyś było prosto: nazwa marki, nazwa modelu, ewentualnie jakaś cyfra na końcu. Teraz z kolei mamy nazwy cztero czy nawet pięcioczłonowe. Wiem, wiem, marketing, te sprawy – w końcu trzeba jakoś pokazać, że jest się lepszym, fajniejszym i bardziej epickim od konkurencji. Tym sposobem otrzymałem do testów mysz Razer Naga Epic Chroma…

Wybaczcie tę lekką złośliwość na początek. Nie mogłem się jednak powstrzymać, gdyż zanim wpisałem w odpowiednie pole nazwę gryzonia, musiałem się posiłkować pudełkiem dla upewnienia, że nie przeoczyłem żadnego wyrazu. Razer nie mógł chyba wymyślić bardziej pretensjonalnego miana dla myszy. Na szczęście jednak, zabieg ten nie okazał się jedynie zasłoną dymną dla ukrycia miernej jakości.

1Opakowanie

Na wstępie kilka słów o opakowaniu myszy. Pamiętam jak dziś, gdy odbierałem ze sklepu gryzonia Razer Mamba 2012. Wielkie, plastikowe pudło, z czymś na kształt postumentu, na którym, niczym eksponat w muzeum sztuki, spoczywał nietani sprzęt. Tym razem producent spuścił trochę z tonu, a „gablota” zastąpiona została zwykłym, acz gustownym, kartonowym pudełkiem. Nie oznacza to bynajmniej, że nie robi ono wrażenia. Ciężkie, sztywne, pokazuje, że mamy do czynienia z wysokiej jakości produktem. Po otwarciu dolny element się unosi, niejako prezentując nam przedmiot naszego zakupu. Oczywiście dodano takie elementy, jak instrukcje, mini-katalogi, naklejki itp – na całość narzekać nie sposób.

2Wykonanie i design

Po wyjęciu z pudełka, Razer Naga Epic Chroma (nazywajmy ją dla uproszczenia Naga…) robi świetne wrażenie. Obudowę wykonano z wysokiej jakości matowego plastiku. Docenimy to bardzo szybko, gdyż nie ma tendencji do łapania śladów kurzu czy tłuszczu. Prawy bok opatrzono gumowym wyłożeniem, mającym na celu uchronić nas przed stratą przyczepności. Tu również brawa – guma nie klei się do palców, ale daje przyjemne wrażenie zwiększonej pewności chwytu.

Na osobny akapit zasługują przyciski boczne i kółko. Tych pierwszych Naga posiada dwanaście. W przeciwieństwie do poprzedniej wersji tego gryzonia, nie są one ułożone wypukle, ale tworzą delikatne zagłębienie, pozwalające wygodnie oprzeć kciuk na przyciskach. Obawiałem się mocno o to, czy klawisze nie będą trzeszczeć, jak to ma czasem miejsce przy tak drobnych konstrukcjach – nic z tych rzeczy, wszystko spasowane jest idealne. Te same ciepłe słowa mogę skierować w stronę kółka myszy. Po kilku konstrukcjach, w których scroll nieprzyjemnie wyginał się na boki, czy wręcz stukotał przy co bardziej energicznych ruchach gryzoniem, tutaj kółko osadzone jest bardzo sztywno, z wyraźnym skokiem przy obracaniu.

Przypuszczałem, że konstrukcja z wbudowaną baterią (mysz jest bezprzewodowa) będzie sporo ważyć. Nic z tych rzeczy. W przeciwieństwie do wspomnianej wcześniej Mamby 2012, całość jest stosunkowo lekka. Nie dajcie się też zwieść grafikom, z których wyłaniać się może obraz sprzętu pokaźnych rozmiarów. Nowa Naga jest niewielka, a posiadany przeze mnie obecnie Roccat Kone XTD wygląda przy niej jak gigant.

Naga Epic Chroma jest myszą bezprzewodową. W przypadku jednak nagłego wyładowania akumulatora, mamy możliwość odłączenia kabla USB od stacji dokującej i przypięcia go bezpośrednio do gryzonia. Chroni nas to przed sytuacją, w której zapominamy naładować akumulator, po czym zmuszeni jesteśmy czekać godzinę, aż się naładuje. Skoro jednak wspomniałem już o bazie dokującej, ta prezentuje się okazale. Przede wszystkim, w przeciwieństwie do doku od Mamby 2012, jest ciężka i solidna. Duża waga i nieślizgające się wyłożenie z dołu sprawiają, że nie musimy obawiać się o przypadkowe przewrócenie się całości i uszkodzenie sprzętu. Ciekawostką jest fakt, że mysz w zasadzie kładziemy na bazie, a wbudowany, mocny magnes trzyma ją na miejscu.

Podsumowując, Razer Naga Epic Chroma robi wspaniałe wrażenie, jeśli chodzi o wykonanie i design. Wygląda solidnie, elegancko i gustownie. Od razu sugeruje, że mamy do czynienia z produktem z najwyższej półki. Trudno jednak oczekiwać czegokolwiek innego po tak uznanej i lubianej przez graczy firmie.

3Działanie i funkcjonalność

Razer Naga Epic Chroma reklamowana jest jako mysz idealna do gier MMO. Idąc tym tropem, właśnie na masówce (Guild Wars 2) zacząłem ją testować. Wielkich zaskoczeń nie było – jest to idealny gryzoń do tego typu gier. Przyciski boczne sprawiają, że wszystkie podstawowe umiejętności mamy pod ręką, dzięki czemu nie jest konieczne szukanie odpowiednich opcji na klawiaturze. Warto przy tym zaznaczyć, że przyciski działają bardzo sprawnie, nie ma problemu z ich mapowaniem w dowolnej grze. Ciekawą opcją jest możliwość dynamicznego przypisywania z poziomu rozgrywki – wystarczy (domyślnie) przechylić rolkę w lewo, by wyświetliło nam się menu, pozwalające ustawić przypisanie klawiszy.

Choć najnowsza Naga jest myszą niewielką, pewne problemy sprawia uchwyt typu „szpon” (typ trzymania myszy, w którym jedynie opuszki palców spoczywają na urządzeniu). Tu niestety daje się we znaki rozmieszczenie bocznych przycisków – „szpon” wymaga pewnego chwytu z boku, kciukiem i małym palcem. O ile ten drugi ma wtedy solidną podporę, o tyle mocniejsze dociśnięcie kciuka powoduje niechciane kliknięcia bocznego panelu. Pozostawia nas to w sytuacji, gdy zmuszeni jesteśmy używać całej dłoni do chwytania myszy, co nie dla każdego jest wygodne.

Tutaj zresztą przejść trzeba do największej wady Naga Epic Chroma. Okazuje się bowiem, że o ile boczne przyciski świetnie sprawdzają się w grach MMO, o tyle wszędzie indziej zdecydowanie przeszkadzają. Próbowałem za jej pomocą tworzyć coś w Blenderze (program do tworzenia grafiki 3D i nie tylko). Efektywna praca w nim wymaga często wielu kliknięć, przesuwania myszy z przytrzymanym scrollem itp. Niestety, bardzo wiele razy w takich sytuacjach zdarzało mi się przypadkowo naciskać boczny panel, co skutkowało niechcianym przełączaniem warstw czy uaktywnianiem różnych opcji. Ten sam problem miałem zresztą w grach FPS, w których konieczne są szybkie ruchy myszą, przy jednoczesnym operowaniu podstawowymi przyciskami. Jakże irytujące było, gdy chcąc natychmiastowo nakierować celownik na wroga, incydentalnie uaktywniałem broń, która była przypisana do jednego z klawiszy numerycznych. Jedynie w wolnych, nie wymagających pewnego chwytu zadaniach boczne przyciski nie stanowiły przeszkody.

Pewnym prowizorycznym rozwiązaniem problemu jest ustawienie głównego profilu myszy na taki, w którym boczne przyciski nie są do niczego przypisane. Teoretycznie jest wtedy ok – nawet pomyłkowe naciśnięcie jednego z nich nie wywołuje żadnej akcji. Jest to jednak irytujące, gdyż wciąż słyszymy i czujemy pod palcami kliknięcia, trudno więc mówić o naprawieniu sytuacji.

Jeżeli zaś chodzi o pozostałe funkcjonalności, to nie mam większych zarzutów. Mysz działa bardzo sprawnie i precyzyjnie. Ruchy odczytywane są dokładnie, nie zauważyłem gubionych przesunięć czy innych mankamentów. Co ważne, dotyczy to zarówno trybu przewodowego, jak i bezprzewodowego, co było problematyczne przy Mambie 2012. Wypadałoby wspomnieć też o oprogramowaniu, tu jednak nie ma nic nadzwyczajnego: mamy możliwość przypisania klawiszy zgodnie z naszymi potrzebami, ustawienia kilku profili, które przełączać możemy w locie, a także zmianę czułości myszy czy nagrywanie makr. Ciekawą i działającą równie sprawnie jest opcja przypisania klawiszy czy makr bezpośrednio w grze. Dodatkowo, jeżeli gramy dużo w World of Warcraft, producent oferuje specjalny add-on, dzięki któremu poszczególne umiejętności w grze przypisujemy konkretnym klawiszom na zasadzie drag’n’drop.

W trakcie testowania nowej Nagi natrafiłem jednak na jeszcze jedną bolączkę. Otóż mysz, przy pewnym czasie nieaktywności, przechodzi automatycznie w tryb uśpienia. Nie da się tego wyłączyć, możemy co najwyżej wydłużyć lub skrócić opóźnienie aktywacji sleep mode. W normalnych warunkach, gdy komputer zostanie zahibernowany, a mysz (inna) się wyłącza, jedno kliknięcie wystarczy, by oba urządzenia przywrócić do stanu pełnej gotowości. Niestety, w przypadku Naga Epic Chroma tak się nie dzieje. Owszem, mysz się uaktywnia, jednak klikanie nie powoduje wybudzenia komputera – konieczne jest naciśnięcie fizycznego przycisku start lub, alternatywnie, wyłączenie i ponowne uruchomienie myszy. Nie jest to może większa wada, jednak miejscami irytująca.

Na koniec, z redaktorskiego obowiązku dodajmy, że nowa Naga wyposażona jest w czujnik działający z dokładnością do maksymalnie 8200 DPI. Nigdy nie rozumiałem tego gonienia za zwiększeniem tego parametru, gdyż jak dla mnie jest to jedynie prężenie wirtualnych muskułów – aby komfortowo korzystać z wyższych DPI, konieczny jest co najmniej monitor 4k, a i wtedy zwykle wystarcza 4000-5000 DPI.

4To dobre to, czy nie?

Otóż dobre i niedobre zarazem. Konstrukcyjnie i wizualnie Naga Epic Chroma to najwyższa półka. Funkcjonalnie? Cóż, jeżeli używamy ją zgodnie z założeniem – w grach MMO – wtedy nie ma sobie równych. Niestety, w normalnych, codziennych zadaniach wymaga sporo czasu na przyzwyczajenie się do obecności bocznych przycisków, a i tak nie da się uniknąć przypadkowych kliknięć. W związku z tym, mimo wszystko, Naga Epic Chroma otrzymuje ode mnie znak jakości i polecenie, choć z dużym zastrzeżeniem, że ocena ta jest zasadna tylko pod warunkiem, że korzystamy z niej zgodnie z założeniami producentów. Dla niszy – ideał, dla ogółu – niekoniecznie.

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!