Sezon serialowy 2013/2014 dobiegł końca. Nastał czas podsumowań, w związku z czym postanowiłem również się w to zabawić. Ostrzegam, że to bardzo subiektywny wybór.

Ostatnio omówiłem seriale, które wywarły na mnie najlepsze wrażenie w tym sezonie. A jak to było z tegorocznymi debiutantami? W końcu kilka takich interesujących produkcji było w tym roku. Jak one wypadły w moich oczach i czy udało im się zdobyć zaufanie stacji na tyle, by zamówiły kolejną serię?

Sleepy Hollow

sleepy_hollow

Pierwszy z tegorocznych debiutów, to, znana w kulturze popularnej, historia o Sennej Kotlinie, przedstawiona na nowo w telewizji FOX. Tym razem do czasów współczesnych w niewyjaśniony sposób trafia żołnierz amerykańskiej wojny o niepodległość – Ichabod Crane. W tej roli ujrzeć możemy Toma Misona. Wraz z policjantką Abbie Mills (graną przez Nicole Beharie), stanowią parę głównych postaci serialu. Największym zagrożeniem dla słynnego miasteczka okazuje się być jeździec bez głowy. Aby go pokonać, bohaterowie muszą nie tylko zmierzyć się z przeszłością wojenną Crane’a ale też z demonami dzieciństwa Abbie. Wszystkie, nawet te pozornie nieistotne, elementy stanowią całość jakiejś układanki.

Serial oscyluje pomiędzy proceduralem a wątkami ciągłymi. Na samym początku w każdym odcinku mamy „przeciwnika tygodnia”. Stopniowo jednak, kształtów nabiera wątek główny i w końcówce wiele elementów się splata w całość. Na pewno pozytywnym aspektem jest to, że „Sleepy Hollow” jest produkcją duetu Kurtzman-Orci. Widać tu wiele podobieństw do innego ich serialu – „Fringe” – pod względem pracy kamery, sposobu opowiadania historii (sporo cliffhangerów), jak i stosowanej palety barw. Przewija nam się nawet John Noble, czyli Walter ze wspomnianej produkcji.

Mnie osobiście bardzo przypadła ta historia do gustu. Ma może swoje wady, bo brakuje momentami większej głębi postaci i ich rozwoju. Czasem poczynania bohaterów są nielogiczne. Również dowcipy sytuacyjne, polegające na starciu człowieka XVIII-wiecznego z nowinkami wieku XXI, bywają momentami nużące. W ostatecznym rozrachunku, „Sleepy Hollow” broni się dobrą obsadą, ciekawym pomysłem na historię. Dla mnie to takie skrzyżowanie „Fringe” z „Supernatural” i dobrze się to sprawdza. Wierzę, że w kolejnym sezonie, jak twórcy dopracują fabułę i postaci, może być jeszcze lepiej i będziemy się cieszyli solidną produkcją. Włodarze FOX sądzili podobnie, bo serial dostał drugi sezon.

Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.

MARVEL'S AGENTS OF S.H.I.E.L.D.

O tworze Marvela dla stacji ABC było zdecydowanie najgłośniej ze wszystkich debiutów. Oto miał powstać serial będący dopełnieniem kinowego uniwersum Marvela. Oczywiście nie było mowy o regularnych występach Tony’ego Starka i Thora na małym ekranie. Zamiast tego, postawiono na historię agentów tytułowej organizacji. Przynajmniej część obsady powinna móc unieść „brzemię” produkcji, stąd zastosowano ciekawe rozwiązanie – bohaterowie, to zespół pod dowództwem agenta Coulsona, znanego z filmów kinowych. „Ale jak to?” – zapytacie. Przecież Phil Coulson zginął w Avengers. No, okazuje się, że nie całkiem, a jego powrót do życia to jedna z najbardziej frapujących zagadek, które ma za zadanie wyjaśnić serial. Oprócz Clarka Gregga, uświadczymy tu również Ming-Na Wen, aktorkę znaną być może niektórym z Was z występów w „Stargate: Universe”. Reszta obsady jest dość nieopierzona i niestety momentami wychodzi to ‘in minus’.

Fabuła toczy się gdzieś na obrzeżu wydarzeń kinowego uniwersum. W wielu odcinkach są napomknięcia, jakieś drobne smaczki i nawiązania. Zdarzają się też epizody bezpośrednio połączone z filmami, np. odcinek w którym postaci, w dosłownym sensie, sprzątają po bitwie z „Thor: the Dark World”. Rzeczywiście tego typu lekkie nawiązania mogły zawieść fanów, oczekujących większej integracji historii z częścią kinową. Jak widać, twórcy posłuchali krytyki, bo drugą połowę serialu ogląda się znacznie lepiej, jest też dużo szersze nawiązywanie do tegorocznego sequelu „Captain America” o podtytule „Winter Soldier”. Właściwie ciężko cokolwiek powiedzieć, żeby nie popsuć przyjemności z oglądania, więc przypomnę aby przed epizodem 17, obejrzeć wymieniony film.

Na „Agents of S.H.I.E.L.D.” spadło bardzo dużo krytyki. Przede wszystkim za słabe aktorstwo i sporo miałkich historii. W mojej ocenie był to zasłużony hejt, gdyż jak na serial tak ważny dla uniwersum i który ogłaszano z takim rozmachem, jakość w ogóle nie oddała temu wszystkiemu sprawiedliwości. Druga połowa serii poprawia w sporej mierze błędy z początku i jest lepiej. Nie ma rewelacji – nadal przed twórcami sporo pracy – jednak warto dać szansę w przyszłym roku. A będzie ku temu okazja, gdyż ekipa dostała kredyt zaufania i zamówienie na kolejny sezon.

Intelligence

intelligence

Głównym założeniem tego debiutu była odpowiedź na pytanie: kim byłaby osoba, której umysł miałby dostęp do wszelkiego rodzaju baz danych? Jakie zdolności miałby taki ktoś? Na tego typu zagadki odpowiedź miała przyjść w postaci serialu stacji CBS – „Intelligence”. Nie jest to całkiem nowa koncepcja, w końcu był już wcześniej „Chuck”, lecz tutaj twórcy starali się iść bardziej w kierunku czegoś a’la „Person of Interest”.

Centralną personą fabuły jest Gabriel Vaughn, któremu w ramach eksperymentalnego programu wojskowego wszczepiono chip. Urządzenie pozwala na dostęp do sieci poprzez wifi, do baz danych, pozwala także na „wizualizacje” przeszłych wydarzeń na bazie zapisu z kamer monitoringu lub innych. 13 odcinków pierwszej serii ma mocno proceduralny charakter. Dopiero finał wskazuje wyraźniej na główny wątek, który w paru poprzednich epizodach się przewijał. Ogółem, historia niby nie jest nowatorska, lecz dobrze się ten serial oglądało. Głównie dzięki ciekawej obsadzie i świetnej jakości efektom wizualnym.

Jednocześnie, mamy tu ‘comeback’ w dobrym stylu. Wraca bowiem do telewizji, i to w głównej roli, gwiazda LOST – Josh Holloway. Reszta z aktorów może nie być znana szerszej publice, poza Lancem Reddickiem, którego na pewno fani „Fringe” dobrze kojarzą. W ostatecznym rozrachunku, obsada wypadła jednak bardzo interesująco, ich bohaterowie mieli własną głębię, każdy miał przeszłość i jakieś konkretne zapatrywania na przyszłość.

Ten serial nie miał tyle szczęścia, co wyżej opisywane. Właściwie ciężko ocenić, co według władz CBS nie zagrało – fabuła, aktorzy a może po prostu budżet za wysoki? Niestety, historia o facecie z komputerem w mózgu została anulowana. Według mnie – niezasłużenie.

Almost Human

almost_human

Kolejna z produkcji dla FOXa zapowiadała się nad wyraz interesująco. Po pierwsze, był to twór Joela Wymana, jednego z ‘showrunnerów’ „Fringe”. Po drugie, akcja miała toczyć się w niezbyt odległej przyszłości. Klimat miał być dość ciekawy, mieszanka serialu kryminalnego, cyberpunku i innych elementów sci-fi. W praktyce, coś ewidentnie nie wyszło.

Zgadza się na pewno fakt, że fabuła opowiada losy policjanta, Johna Keenexa. Po dłuższej absencji w pracy, przydzielono mu androida o imieniu Dorian jako partnera. W tej roli dobrze spisał się Michael Ealy. Dwójka pierwszoplanowych postaci musiała pokonać wzajemną niechęć, czy raczej nieufność człowieka względem maszyny, aby móc skutecznie chronić obywateli. Cały sezon ma bardzo niewyraźnie zarysowaną główną oś fabularną, praktycznie pojawia się ona w pilocie i może jeszcze w dwóch epizodach. Całkiem dobrze radzą sobie aktorzy, nie tylko ci grający pierwsze skrzypce, choć ewidentnie potrzebowali czasu by się dobrze wczuć w role. Kolejnym plusem produkcji na pewno zostać muszą efekty wizualne, gdyż widać było stosunkowo wysoki budżet i rozmach. Wadą tu jest według mnie sama jakość tych efektów, jak na serial z sezonu. Chociażby takie kanadyjskie „Continuum”, będące właściwie produkcją sezonu letniego, posiadało na pewno mniejszy budżet, a wizualnie tam prezentowane niczym nie ustępowały tym z produkcji telewizji FOX.

Najgorszy jednak był fakt, iż sama stacja wyemitowała odcinki w błędnej kolejności. I na nic tu nie pomogą oświadczenia twórców z podaną właściwą, pierwotnie zakładaną, numeracją. Zbyt widoczne były na przykład różnice we wzajemnych interakcjach postaci. W jednym odcinku John i Dorian się nie lubią, w kolejnym jest OK, a nagle w kolejnym znów coś zgrzyta. Zupełnie nielogicznie wypadają momentami ich dialogi, choć tym ostatnim trzeba przyznać, że zawierały dużo dobrego humoru. Rozmowy bohaterów nie raz potrafiły rozładować napięcie, gdyż inaczej serial mógłby wydać się zbyt patetyczny. Jakiekolwiek zalety posiadał „Almost Human”, to było za mało. FOX na własne życzenie zabił ten serial, szkoda mi tylko zmarnowania takiego potencjału i takiej ekipy.

Podsumowanie

Losy serialowych debiutów bywają bardzo ciężkie. Trudno jest się w ogóle czymś wybić, jeszcze trudniej pozostać w ramówce na kolejny rok. Jak pokazała powyższa analiza, jednym się udaje, a innym nie. Czasem powody bywają niejasne – jak to w życiu – zdarza się, że anulowany jest dobry serial, a jakiś gorszy nadal się cudem trzyma przez kolejny rok. Jedno wiemy na pewno, na wzajemnej konkurencji zyskać powinni (w teorii przynajmniej) widzowie.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!